Błysk...

Kiedy tak kilka temu leżałem w szpitalu zaraz po operacji neurologicznej jak to przysłowiowe "warzywo", nigdy bym wtedy nie pomyślał że jeszcze kiedyś wrócę w góry, w skały, do aktywnego życia i do robienia tego co kocham. Pamiętam jak odwiedzali mnie wtedy różni znajomi: dalsi, bliscy. Opowiadali mi często wtedy, a właściwie przypominali mi nasze górskie przygody. Czasem snuli nawet jakieś wspólne plany na przyszłość, ale w głębi duszy chyba i oni wątpili, że uda się je jeszcze kiedyś zrealizować.

most-linowy-1

Żyłem zatem tak, tkwiąc gdzieś w miejscu, w marazmie i beznadziejności sytuacji. Z jednej strony, gdzieś tam „z tyłu głowy” istniały ciągle obrazy z przeszłości (góry, głównie zimowe Tatry, różne historie, świat z "wszechobecnym" czekanem, namiotem, rakami, uprzężą itd.), ale z drugiej strony teraźniejszość nie dawała o sobie nigdy zapomnieć. Pisząc o teraźniejszości mam na myśli rehabilitację, ZUS, szpitale i lekarzy, a także problemy rodzinne i to ciągle powracające pytane: Czemu, tak się wszystko pozmieniało, za co ta kara?

Minęło parę lat mojego "życia w nieżyciu" i beznadziejnej wegetacji. Mój stan się trochę poprawił. Nawiązałem wtedy kontakt z pewną Fundacją zajmującą się aktywizacją osób niepełnosprawnych. Dzięki temu pojawiła się szansa wyjazdu w Góry Stołowe na Szczeliniec Wielki. Na górze, pomiędzy dwoma tarasami skalnymi został rozwieszony most linowy. Most linowy to jedna lina na nogi, druga na ręce, a w tym przypadku ok. 60 m. w dół, przestrzeń i piękna pogoda. Na początku wahałem się czy w ogóle spróbować. Byłem raczej przekonany, że mi się nie uda. Ale ostatecznie zaryzykowałem. Trwało to bardzo długo, ale most linowy ostatecznie przeszedłem. Jak na moje problemy neurologiczne był to wyczyn na prawdę duży.

Ale gdzieś, kiedy byłem w połowie owego mostu, kiedy ogrom całej sytuacji trochę odpuścił i dotarło do mnie że właśnie stoję na linie, czuję powiew wiatru, mam ogromny luft pod nogami itd. i wreszcie czuję na nowo to dobrze znane uczucie wolności, wydarzyło się coś co na zawsze odmieniło moje życie. W psychologii jest takie pojęcie określane jako "błysk". Ponoć właśnie wtedy dociera do człowieka to, co było niby powszechnie wiadome, tylko że nagle nabrało ono innego wymiaru.

I tak będąc tam na tym moście, walcząc z przeciwnościami losu i z barierami swojego ciała, zrozumiałem jedno. Uświadomiłem sobie, że MARZENIA SĄ PO NIC. SĄ PO PROSTU PO TO ŻEBY JE REALIZOWAĆ. Często też postępuje zgodnie z założeniami psychologii pozytywnej czy psychologii szczęścia, zgodnie z którymi istotne jest "robienie rzeczy dla zwykłej przyjemności ich robienia, a nie dla wielkich wygranych, osiągnięć i rekordowych wyników".

most-linowy-2

Cała historia z mostem wydarzyła się 3 lata temu. Od tego czasu byłem parę razy w górach, w skałach, trenuję na łódzkiej ściance wspinaczkowej, byłem uczestnikiem survivalowego obozu i jeszcze parę innych rzeczy. Krótko mówiąc: realizuję swoje marzenia. I myślę sobie, że jak już będę starym, stetryczałym, osiemdziesięcioletnim dziadkiem  to będę mógł śmiało powiedzieć, że "nie żałuję' i że "coś w życiu zrobiłem i go nie przespałem".

avatar
0
08 kwiecień 2013, 09:13
Bartosz Michalak