Chce Ci się czy sie poddajesz?

O rzeczach, które chcę napisać myślałem już parę razy wcześniej, ale osobiście nie wiedziałem do końca jak podejść do tematu.

blog 75 2

Prawda jest taka (wiele razy to podkreślam), że zaraz na początku po chorobie byłem w strasznym, opłakanym stanie. I moja sytuacja nie różniła się ABSOLUTNIE niczym od sytuacji innych, tysięcy podobnych mi pacjentów wymagających interwencji neurochirurgicznej, u których na skutek operacji i związanych z tym następstw, sytuacja życiowa ulega diametralnej zmianie.

I większość takich osób spędza resztę życia w dresie, z papierosem i przed telewizorem. Pracować nie muszą bo mają rentę, a zresztą są niepełnosprawni i usprawiedliwieni. Ale są i tacy (w mniejszości niestety), którzy „biorą byka za rogi” i coś robią. I chociaż wszyscy na około mówią, że po co, że to bez sensu i że się nie uda, oni działają. Robią swoje- rok, dwa, trzy, wszyscy każą „popukać się im w głową”, a oni nic sobie z tego nie robią. Oni mają jakąś ideę, cel, w coś wierzą. Ale jak podkreślam (wiem to, bo to wielokrotnie przeżywam), taki wybór „na przekór” zdrowemu rozsądkowi i opinii innych wymaga dużej odwagi, konsekwencji i pewnej odporności i trochę „głuchoty” dla tych ciągle słyszanych „nie dasz rady”...

Piszę to, bo po 11 latach katorżniczej pracy osiągam znaczne postępy w równowadze i gdybym uległ namowom, czasem zwątpił i zawrócił, moje życie wyglądałoby obecnie całkowicie inaczej. Ba... Pewnie umarłbym w przekonaniu, że nic więcej (powiem kolokwialnie) „z mojego mózgu nie wycisnę” (a to nie prawda i wiele razy się o tym przekonałem).

michalakbart/blog_75

I właśnie stąd ten wpis. Bo jak mówię. Nikt mnie nie wybrał, nie naznaczył i nic mi los w prezencie nie dał. Wszystko co osiągnąłem, osiągam w rehabilitacji, w życiu itd. wynika z wiary, konsekwencji, pracy itd. Bo kiedy ktoś śpi, bawi się, odpoczywa, ogląda film na youtubie o „kocie grającym na pianinie” albo kolejny odcinek serialu „o perypetiach singielki” ja PRACUJĘ. I jeszcze- ktoś jak mnie słucha czy mnie obserwuje- ciągle se jeździ, ma ciągle czas i jest elastyczny może sobie pomyśleć, że tak faktycznie to on= ja mało robi. To nie prawda. Tylko dzięki bogu doprowadziłem do tak idealnej sytuacji, że praca zawodowa, rehabilitacja i czas wolny to dla mnie jedność. I trudno też trochę jest mi zrozumieć tych dla których weekend, święta czy urlop to czas wolny od mozolnej pracy. U mnie ten „weekend” i „tydzień pracy” są nierozerwalnie związane ze sobą i zdarzają się przez 7 dni w tygodniu i przez 24 godziny.

I wracając do początku i różnicy między mną na tym wtedy „starcie”, a osobami podobnymi i po operacjach. Mnie, w przeciwieństwie do nich się CHCIAŁO. Oni się PODDALI.

A na koniec sprowokuję Cię Czytelniku:
Częściej Ci się chce czy się poddajesz?

avatar
0
25 kwiecień 2016, 22:39
Bartosz Michalak