Deszczową porą

  Przed świętami na ulicach pojawił się śnieg. Zrobiło się szaro, buro i mokro. Taka „literacka” pogoda. Wziąłem więc do ręki kilka książek i zacząłem przeglądać. Nie wiem jak to jest możliwe, mając na uwadze, niekończące się zakupy, wynoszenie śmieci, parytety, gender, mycie okien(bez asekuracji), trzepanie dywanów(tutaj się chyba już zagalopowałem..) ale podczas świąt pojawia też czas..., więcej tego czasu.

  I tak na pierwsze czytanie poszły dwie książki: „Zew Lodu” Simone Moro, i „Moja tatrzańska symfonia”, Jerzego Młodziejowskiego. Pierwszego autora przedstawiać zainteresowanym nie trzeba, (w tej chwili Simone Moro jest w bazie pod Manaslu - 8163m., gdzie wraz z Tamarą Lunger, będą kontynuować trawers z wierzchołka Wschodniego -7992 m., do wierzchołka Głównego - 8163 m.), tak osobę Jerzego Młodziejowskiego, chciałbym wam trochę przybliżyć.

  Urodził się w 1909 roku na Wołyniu. Około 1918 roku, wraz z rodzicami i bratem osiedlili się w Poznaniu, gdzie rozpoczął swoją naukę. Był niezwykle utalentowanym i wszechstronnym młodzieńcem. Ukończył geografię na uniwersytecie Poznańskim jak i klasę skrzypiec w Konserwatorium Poznańskim. Pisał recenzje, eseje, dyrygował orkiestrami, chórami, był prelegentem w radio i w telewizji, ale przede wszystkim był taternikiem. Jego działalność zbiegła się z wyczynami największych polskich wspinaczy przed i po wojennych. Nie konkurował z nimi, bo jak pisze:” Śmiałością swoich pomysłów zaskakiwali nawet kozice (...)”ale był swoistym, poetyckim, kronikarzem tamtych czasów. Przyjaciel Witolda Paryskiego, Józefa Orenburga, braci Szczepańskich. Komu lektura , „Na przełęczy” Stanisława Witkiewicza ,straszną nie była, to książką - „Moja Tatrzańska Symfonia” Jerzego Młodziejowskiego, będzie zachwycony.

portal1

  „Zew Lodu” - to taki specyficzny zapis wielkich, niezwykle wymagających, zimowych wypraw wysokogórskich. Pojawia się w nich postać, zmarłego, jak zawsze przedwcześnie, Piotra Morawskiego, (zimowe wejście na Shisha Pangme 8013 m. styczeń 2005 r.),próby zdobycia w zimie Broad Peaku, sukcesu na Makalu (wraz z Denisem Urobko luty 2009r.) I choć książkę tą czytałem z dużym zainteresowaniem, to literackich uniesień w niej nie znalazłem.
  Obie jednak polecam na deszczowe popołudnia. Na czas wyłączonych telewizorów i niedzwoniących telefonów. Aby jednak nie samymi książkami wypełnić ten wolniejszy czas, wstałem dziś wczesnym rankiem i pobiegłem zdobywać leżący na uboczu, nieco zapomniany, kolejarski most.

portal2

avatar
0
06 kwiecień 2015, 19:51
Daniel Grupa