Dolina pełna piasku (Yosemite)

O Dolinie słyszał chyba każdy wspinacz i (chyba) każdy marzy żeby się w niej znaleźć. Miejsce, dla tych co tu nie byli, kojarzy się z „krainą mlekiem i miodem płynącą”. Rzeczywistość i oczekiwania potrafią jednak zaskoczyć, bowiem tutejszemu wspinaniu towarzyszą raczej krew i pot rzeką płynące, a może lepsze będzie określenie, tony piasku sypiące się na głowę. Bardziej obeznani z josemicką codziennością wiedzą o co chodzi, dla tych, którzy jeszcze nie mieli okazji przeżyć tu kilku upajających chwil, przytoczę cytat z przewodnika McNamary: Yosemite Valley Free Climbs, opisujący idealnie specyfikę tego co może tu spotkać: „Rating climbs is never easy, especially in a place like Yosemite with a tradition of sandbagging”, a następnie zachęcam do przeczytania artykułu Cedar’a Wright’a  „The Wright Stuff: The Art of the Sandbag” wyjaśniającego temat sandbaggingu. O wspinaniu w Dolinie słyszeliśmy wcześniej sporo, głównie w kontekście hardych wycen. Prawda okazała się jeszcze bardziej brutalna i można ją określić w kilku słowach: harda cyfra, absolutna komercjalizacja, dzikie tłumy i żadnych niedźwiedzi.

1. Dolina

Jadąc w kierunku Doliny, po drodze odwiedziliśmy kilka fajnych miejsc wspinaczkowych (przyp: odsyłam do wpisu w Drodze do Doliny na Portalu Górskim) oraz znajomych mieszkających w okolicy, między innymi UKA-owskich wyjadaczy rys - Ewę i Łukasza Heldt (dziękujemy za gościnę!). Po kilku dniach pobytu u Ewy i Łukasza w okolicach San Francisco trzeba było jednak pożegnać się z wygodnym łóżkiem, kanapą i telewizorem, dachem nad głową, łazienką z ciepłym prysznicem, muffinami, przepysznymi śniadaniami i obiadkami (szczególnie rosołem z dużą ilością marchewki) w przecudownym towarzystwie i całą resztą przyjemności. Łelkam tu sandbaging land! 

2. Dolina

Dolina w pierwszym kontakcie przytłacza, głównie przez wysokie pionowe ściany otaczające ją z dwóch stron, na czele z El Capitanem. Absolutne piony robią wrażenie (pozytywne), podobnie jak tłumy (negatywne) przemierzające Dolinę. Głośno w tych Yoskach jak na autostradzie czy w centrum handlowym. Z każdego znaku, tablicy ogłoszeniowej straszą napisy, żeby uważać na niedźwiadki, które potrafią zdemolować auto po to tylko, aby dostać się do papierka po cukierku znajdującego się w środku. Przez cały pobyt w Dolinie i usilne próby – codzienny jogging po josemickich lasach – nie udało się spotkać nawet jednego misia. Natomiast ostrzegam przed krukami i szopami, które włamią się do każdego niedomkniętego bearboxa, albo pozostawionego plecaka. I nie jest mitem to, że owe zwierzuny potrafią odsunąć zamek, zabrać batona i ponownie go zasunąć. Pamiętam jednego takiego napotkanego racoona, jak słodko patrzył mi w oczy i w tym samym czasie czyścił łapki w piasku i liściach zapewne po wykonaniu jakieś brudnej roboty… 

2c. Ściany_i_widoczki2c. Ściany_i_widoczki2c. Ściany_i_widoczkiPo przybyciu do Doliny stawiamy się na Camp4 - tym słynnym CAMP4 – i od razu przypominają nam się czasy komunizmu (co prawda ja nie pamiętam tego za dobrze, ale coś mi się świta w głowie, a i z opowieści co nieco wiem), kiedy trzeba było się ustawić w nocnej kolejce po kiełbasę albo papier toaletowy. Tak i tu ustawiamy się w kolejce nocnej, żeby zdobyć jedno z upragnionych miejsc na kempie, a wolnych jest tylko 11 spotów. Na straży porządku w Parku stoją z morową miną umundurowani Rangers’i z Pinky na czele, którzy tylko czyhają na jakiś błąd, chętni wręczyć ostrzeżenie (Warning - Camp 4 Violation) niezależnie, czy to Ty jesteś winny, czy Twój Sąsiad. Ameryka Panie! Około 23:00 Marcin ustawia się razem z innymi w kolejce i zajmuje miejsce nr 9. Wyścig szczurów jak w Mordorze! Miejsca rozchodzą się jak świeże bułeczki (przyp: a zjadłoby się pyszną polską bułeczkę albo prawdziwego pączusia).

3. Camp4

4. Czekanie_w_kolejce_po_kiełbase

5. Warning

W tym samym czasie ściany El Capa uczepiają się Gosia i Józek (Soszyńscy) hacząc na drodze Lurking Fear. W Yose poznajemy też Marka „Regana” Raganowicza, który kolejnego dnia planuje wejść w ścianę Capa wybierając jakiegoś bigwall'owego hardkora za A5 - Plastic Surgery Disaster. Zaraz po przejściu procedury rejestracyjnej na Camp4 (czyli skanowanie, prześwietlanie, pełna obdukcja – sic!) zadamawiamy się na kempie, a następnie pomagamy Reganowi przenieść wory pod ścianę. Tego samego dnia dojeżdża też Krzysiu (Banasik) wraz ze swoim partnerem i tradycyjnie ustawiają się w kolejce po kiełbasę (tfu…) po miejsce, ale spot udaje im się zdobyć dopiero kolejnego dnia. Mocny zespół!

Pierwszy kontakt ze skałą demotywuje (śliska)... mimo, że rysy są piękne. Wybieramy drogę za 5.8 (czyli na nasze to jakieś… V) i zaliczamy pierwsze bloki. Ślisko, trudno i nie trzyma nic, ani guma na butach, ani bicek, ani głowa. Kurcze… no nic nie trzyma! Walka o życie. Krew i pot się leje hektolitrami. Wspinamy się na kolejnym trzygwiadkowym klasyku za 5.9 i proces się powtarza. Jak się udaje coś przewalczyć to sobie myślimy CUDNIE, w końcu załapaliśmy i w takim przekonaniu żyjemy do czasu kolejnej 5.8 albo 5.9, którą wyceniamy na 5.niewiadomo ile (sundbag!). Piasek sypie się na głowę na każdym "starym" klasyku. Walczymy na East Buttress na El Capitanie, staczamy batalię na początkowych wyciągach The Nose, wygrywamy lub przegrywamy potyczki (prztyczki) na jednowyciagówkach. Za każdym razem jednak jakieś okruszki piasku sypią nam się w oczy. Największą podpuchą okazuje się jednak Steck-Salathe na Sentinel Rock - megaklasyk znajdujący się na liście 50-ciu najpiękniejszych dróg Ameryki Północnej, a który próbujemy przejść w ostatnich dniach pobytu w Dolinie.

6. Próba_na_Steck_Salathe

Drogę poprowadzili tytułowi  Allen Steck i John Salathe w 1950 roku. Początkowo wyceniona na 5.9, później wycena „urealniona” (to chyba za grube słowo…), ale najprawdopodobniej tylko na kluczowych wyciągach. S-S to ciąg squeeze’ów, chimney’ów, offwidth’ów wycenianych zazwyczaj na 5.7-5.9, z jednym wyciągiem za 5.10a i kluczowym za 5.10b. Podczas pierwszej próby udało się zawalczyć na dosłownie 6-ciu wyciągach. Był pot. Była krew. Prawie były też łzy. Już na 5-tym wyciagu stwierdziliśmy, że czas na wycof, bo w tym tempie drogę będziemy robić dwa dni (16 wyciągów!), szczególnie, że straciliśmy sporo czasu szukając właściwej ścieżki prowadzącej pod ścianę. Plan jej przejścia odłożyliśmy na później, poczatkowo do kwietnia przyszłego roku w drodze na północ (czyli na Alaskę). Ostatecznie w ścianie SS znaleźliśmy się trzy dni później. Walka na drodze trwała od świtu do nocy. Trudna droga, przynajmniej dla nas, każdy wyciąg wymagający i w zasadzie nie widać różnicy w trudnościach pomiędzy wyciągami 5.8 i 5.10. Największym koszmarem okazał się jednak legendarny The Narrows - kominko squeez - przez który trzeba się przeczołgać z podczepionym pod siebie sprzętem, plecakiem, kaskiem. Na szczycie zameldowaliśmy się po 19:00 wieczorem po około 11 godzinach walki. Gehenna kończy się jednak dopiero na tzw. czteromilowej ścieżce, bowiem zejście z Sentinela również dostarcza niezapomnianych wrażeń. Drogę szczególnie polecam miłośnikom "giełgania" w kominach różnej szerokości i szerokich rysach lub masochistom.

vlcsnap-2016-11-16-12h33m37s255

vlcsnap-2016-11-16-12h41m19s402To co nas przestało denerwować w Dolinie to tłumy. Są wszędzie, na każdej drodze należy uzbroić się w cierpliwość i odczekać swoje w kolejce po kiełbasę, niezależnie czy ustawiasz się w niej o świcie czy po południu. W Dolinie przeżyliśmy tylko jeden taki piękny, słoneczny listopadowy dzień na megaklasyku, kombinacji: Serenity Crack i Sons od Yestarday (5.10d) na którym byliśmy SAMI przez cały dzień. Piękna linia, piękna droga, piękny dzień i w sumie bez sandbaggingu.

7e. Jeden_taki_piękny_dzień-Serenity_i_SOY

7e. Jeden_taki_piękny_dzień-Serenity_i_SOY7e. Jeden_taki_piękny_dzień-Serenity_i_SOY7e. Jeden_taki_piękny_dzień-Serenity_i_SOY7e. Jeden_taki_piękny_dzień-Serenity_i_SOYOby więcej takich w przyszłości. Pocieszamy się tym, że Huberowie ponoć też zaczynali w Dolinie od 5.8-mek, a gdzie nam do Huberów…

Podsumowanie:
Po ponad miesięcznym pobycie w Dolinie, przejściu kilkudziesięciu wielowyciągów (i jednowyciągów, ale tych jest cała masa), kilku megaklasyków, zaliczeniu niezliczonej ilości bloków i wycofów, najpiękniejsze drogi które zrobiliśmy (lub próbowaliśmy zrobić…) to Serenity Crack+Sons of Yesterday (Arches, 5.10d, OS), Nutcracker (Ranger Rock, wariant za 5.9, OS), Absolutly Free (Lower Brother, 5.9, OS), Moby – Dick (El Capitan base, 5.10a OS), Steck-Salathe (Sentinel Rock, ocena wysoka z uwagi na jej przygodowy charakter, 5.10b, RP, 1x RK w The Narrows (? taki dziwny styl nam wyszedł), East Buttress (El Capitan, 5.10b, OS – ładna i ogólnie harda jak na swoją wycenę, ale na TOP50 Ameryki Północnej raczej nie zasługuje); East Buttress (Middle Cathedral, 5.10c, kluczowy wyciąg RP w drugiej próbie, ładna ale ten miliord gwiazdeczek przy niej jest przesadzony). 

Zapraszamy na kolejne odcinki przygód T&W, tym razem podsumowanie naszych zmagań w Yosemickich rysach: Jeden piękny dzień w DolinieDolina pełna piasku (lada chwila premiera) oraz do śledzenia naszego FB: Tyszka&Wernix

A my ruszamy na kilka dni (ponownie) do Bishop – raju bulderowców i miłośników gorących źródeł - spotkać się z naszymi znajomymi: Julią i Frankiem (Zakrzewskim).

Aga "Tyszka" Tyszkiewicz

avatar
0
10 listopad 2016, 01:32
Tyszka Wernix