W ramach przygotowań do letniej wyprawy w Pamir, każdy z nas regularnie trenuje czy to biegając, jeżdżąc na rowerze czy też wspinając się u siebie w mieście, ale przede wszystkim chodząc po górach. Jesteśmy z różnych stron Polski, każdy z nas pracuje. Mamy więc nie za wiele okazji aby spotkać się w górach w pełnym składzie. Ostatnio jednak udało nam się dograć termin wyjazdu tak aby wszyscy mogli jechać. Za cel obraliśmy sobie grań Słowackich Tatr zachodnich, której cześć stanowi tzw. „słowacka orla perć”.  W warunkach letnich grań ta do przejścia jest w ciągu jednego dnia. Natomiast w kwietniu zalega tam jeszcze sporo śniegu więc  śmiało warunki można nazwać zimowymi.


          W piątek rano cała nasza ekipa spotkała się na parkingu w Kirach, gdzie zostawiliśmy jedno auto a drugim udaliśmy się na Wyżnią Huciańską Przełęcz, skąd zaplanowaliśmy start wycieczki. Jej koniec miał być właśnie w Kirach, tu planowaliśmy zejść z Wołowca po przejściu grani.
          O godzinie 6 wyruszyliśmy z wyżej wymienionej przełęczy. Szliśmy na ciężko, mając ze sobą sprzęt biwakowy oraz sprzęt potrzebny do asekuracji w trudniejszych miejscach grani. Nie forsowaliśmy zbytniego tempa mając w świadomości ciężar plecaków i późniejsze ewentualne skutki szybkiego tempa na początku. Pomimo tego na Siwy Wierch wdrapaliśmy się w niezłym czasie bo po około 3 godzinach. Po drodze minęliśmy Białą Skałę i muszę przyznać że od tego momentu szlak bardzo nam się podobał. Dolomitowe ostańce w masywie Siwego Wierchu sprawiają że rejon ten ma swój niepowtarzalny w Tatrach charakter.

 

111

Na szlaku napotkaliśmy kilka ułatwień w postaci łańcuchów i klamer. Pogoda dopisywała, więc mieliśmy możliwość nacieszenia się wspaniałymi widokami. Ruszyliśmy dalej. Do Brestovej szlak prowadzi bez żadnych trudności, w warunkach letnich wręcz spacerek. Na nas niestety czekał mokry wiosenny śnieg. Trochę torowania na tym odcinku spowolniło naszą wycieczkę. Po wejściu na Brestovą naszym oczom ukazał się przepiękny widok na dalszą część grani. Salatiny, Banikov, Trzy Kopy oraz Rohacze, wszystkie te szczyty stąd prezentowały się wspaniale.

55

Po chwilowym odpoczynku ruszyliśmy w stronę Salatina. Warto dodać że nikt tu przed nami dawno nie szedł, w związku z tym mieliśmy możliwość wyznaczania własnej dziewiczej ścieżki. Trochę walki z głębokim śniegiem, by po chwili podziwiać kolejną wspaniałą panoramę z Salatina.

77

Na zejściu z niego zaczęło mocniej wiać i zrobiło się zimniej, w naszym odczuciu jakieś -5. Podczas podejścia na Spaleną związaliśmy się liną na krótkim odcinku, gdzie trzeba było przetrawersować strome zbocze śnieżne. Na Spalenej zameldowaliśmy się o godzinie 16. W związku z psującą się pogodą  i czekającym nas zdecydowanym zwiększeniem się trudności na dalszej części szlaku postanowiliśmy właśnie tu biwakować, aby nie „robić” trudności po ciemku.
     Porządne okopanie namiotów przed wiatrem oraz ich rozbicie zajęło nam około 2 godzin. Zdążyliśmy w samą porę. Po chwili zaczął sypać śnieg a wiatr przybrał na sile. Wieczór minął nam na wspólnych rozmowach i oczywiście gotowaniu dużej ilości wody.

88


     Nazajutrz pogoda z samego rana się poprawiła. Po spakowaniu obozu i szybkim śniadaniu ruszyliśmy dalej. Pierwsze trudności napotkaliśmy na podejściu na Pachol. Związaliśmy się liną i na lotnej asekuracji stosując kilka punktów, sprawnie wdrapaliśmy się na wierzchołek. Dalej przez przełęcz szybko dostaliśmy się na Banikov. Tutaj chwila odpoczynku, przegrupowania oraz przygotowania większej ilości sprzętu. Odcinek który mieliśmy przed sobą czyli Banikov → Trzy Kopy → Smutne Sedlo miał okazać się najtrudniejszym na tej grani.

13131313


     W pełnym „uzbrojeniu”, skoncentrowani, bez pośpiechu pokonaliśmy ten odcinek w 6h. Zdecydowanie dłużej niż latem. Trzeba dodać jednak że teren był mocno zaśnieżony i trzeba było stosować asekurację w wielu momentach. Łańcuchy w niektórych miejscach były jeszcze przysypane. Po dojściu na Smutne Sedlo i spojrzeniu na zegarek wiedzieliśmy już że Rohaczy nie uda nam się przejść w takim czasie , aby zejść z Wołowca za dnia. Początkowo planowaliśmy nocleg na przełęczy, w końcu mieliśmy namioty. Postanowiliśmy jednak zejść 1 godzinę w dół do Ziarskiej Chaty. Do podjęcia tej decyzji skłoniła nas myśl o wspólnym wieczorze spędzonym w schronisku. Mogliśmy na spokojnie porozmawiać o tym co najbardziej lubimy czyli o górach i czekającej nas letniej wyprawie. Po miłym wieczorze położyliśmy się spać w przy schroniskowej chacie, gdzie udostępniono nam piętro.
  Na następny dzień skoro świt wyruszyliśmy z powrotem w kierunku grani. Po dwóch godzinach byliśmy na Smutnym Siodle. Na podejściu wiatr wiał bardzo mocno i dał nam się we znaki. Ruszyliśmy dalej z przełęczy w stronę Rohaczy.

161616

Trudności okazały się mniejsze niż poprzedniego dnia więc nie wiązaliśmy się aż do Ostrego Rohacza.  Wcześniej przechodząc przez Płaczliwy Rohacz nie było  takiej potrzeby, ścieżkę udało nam się poprowadzić na tyle bezpiecznie. Na zejściu z Ostrego Rohacza już musieliśmy użyć asekuracji, szczególnie potrzebna ona była przy pokonywaniu konia. Na nogach przez większość grani mieliśmy raki gdyż teren był mikstowy i nie opłacało nam się co chwilę je ściągać i zakładać. Na Wołowcu byliśmy o godzinie 13-tej. Pogoda tego dnia dopisywała szczególnie, mała ilość chmur pozwoliła nam dostrzec całą przebytą drogę przez te 3 dni. Grań prezentowała się wspaniale. Szczególnie Rohacze w śnieżnej oprawie z Wołowca wyglądają szczególnie pięknie.

20202020

Na zejściu nie śpieszyliśmy się zbytnio. Po 4 godzinach byliśmy na Siwje Polanie przy wejściu do Doliny Chochołowskiej. Krótka przebieżka do Kir po auto i ruszyliśmy na Słowację w stronę Wyżniej Hiuciańskiej Przełęczy gdzie zostawiliśmy drugie auto na początku naszej wyprawy. Później po dwu godzinnej podróży do Krakowa na Dworzec Główny każdy musiał pojechać w swoją stronę, aby wrócić do swoich codziennych spraw.
    Podsumowując ten wyjazd, warto zaznaczyć  że był to bardzo dobry trening przed wyprawą w Pamir. Szliśmy na ciężko w zmiennych, niekorzystnych warunkach. Liczymy że to zaprocentuje. Było to też  bardzo fajne spotkanie podczas którego wymieniliśmy wiele przemyśleń na temat czekającej nas wyprawy do Tadżykistanu. Przede wszystkim jednak wyjazd ten był udany z tego powodu że po raz kolejny przemierzyliśmy wspólnie bardzo ciekawy szlak jaki polecamy wszystkim. W szczególności przypadł nam do gustu rejon Siwego Wierchu ze swoim niepowtarzalnym charakterem. Jeśli chodzi o porównywanie części tego szlaku do orlej perci to według nas jest on dużo łatwiejszy. Natomiast prowadzi cały czas granią czego nie można powiedzieć o  orlej.
   Już nie możemy doczekać się kolejnego wyjazdu. Oby jak najwięcej takich !! :) Pozdrawiamy ekipa Follo Snow Leopard.

05-05-2016
3054