KAPSUŁY CZASU I CZARODZIEJSKIE RÓŻDŻKI

Mój blog, tak samo zresztą jak moje życie prywatne i zawodowe, są poświęcone głównie górom i wspinaniu. I tak chyba już zostanie. Zresztą nie wyobrażam sobie swojego życia inaczej. Chociaż ponoć NIGDY NIE MÓW NIGDY...

Ale pretekstem do umieszczenia tego wpisu stało się po raz wtóry zadane mi tego typu pytanie przez kolejną, przypadkową osobę, które brzmiało mniej więcej tak:
CO BY BYŁO GDYBY CI SIĘ TO WSZYSTKO NIE PRZYTRAFIŁO?


TO WSZYSTKO- czyli niepełnosprawność, operacje, rehabilitacje itd.

Jednak warto zastanowić się czy tego typu pytania (CO BY BYŁO GDYBY...?) mają jakikolwiek sens?

Przecież to, że coś się zdarzyło w naszym życiu i sobie tam trwa, się nagle nie odstanie. Czarodziejskie różdżki, kapsuły czasu przenoszące w przeszłość i mające niesamowitą moc zmiany wszystkiego co było oraz inne tego typu magiczne urządzenia NIESTETY (i piszę to ze szczerym żalem), ALE NIE ISTNIEJĄ.

Moja Ciocia mawiała:

GŁOWĄ MURU NIE PRZEBIJESZ...


Nie ma więc sensu "rozdzierać szat", lamentować, zastanawiać się CZEMU? PO CO?, szukać ukrytego planu oraz tracić energię na coś, co i tak wiadomo, że się nie cofnie.
Można za to dążyć do zmiany swojego, aktualnego położenia i ZWYCZAJNIE STARAĆ SIĘ REALIZOWAĆ SWOJE MARZENIA...

Wracając do zadanego mi pytania, czy naprawdę znalezienie nawet trafnej odpowiedzi cokolwiek by zmieniło? Czy takie gdybania, rozważania itd. wniosłyby jakąś inność w moje życie i czy byłyby opłacalne?

Myślę sobie, że fakt mojej operacji, niepełnosprawności itd. był już od zawsze "zapisany" na mojej "drodze życiowej" i pojęcia typu ŻYCIE PRZED NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIĄ I PO zwyczajnie NIE ISTNIEJĄ. Jest jedno życie, na którym zdarzyła mi się PASKUDNA PRZYGODA Z NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIĄ.

Ale powiem więcej:

Ten cały "incydent" w moim życiu (obok różnych, wielu innych rzeczy) spowodował u mnie zwrot z takiej, jak ja to nazywam, "życiowej autostrady", po której "podróżuje" większość społeczeństwa.

Autostrada ta bowiem to szeroka, bezkolizyjna, w miarę prosta, monotonna i bezpieczna droga. Tu dominuje stabilność. Mimo to, że bywa często nudno i mało ciekawie, ale nie trzeba być tutaj tak bardzo czujnym (można nawet uruchomić "autopilota" i "pójść spać").

Ale obok tego wszystkiego, są dziewicze i niezbadane tereny- polany, lasy, łąki, jeziora, czasem haszcze.

I może WARTO tam czasem zajrzeć? Tam raczej się nikogo nie spotka, nie ma wytyczonych szlaków i przedeptanych ścieżek. Jest zdecydowanie bardziej niebezpiecznie, nieprzewidywalnie i niestabilnie.

Jednak tutaj można o wiele więcej przeżyć, poczuć, zobaczyć, usłyszeć, a nawet pojeść :) .

I chciałem też napisać, że podążanie taką ścieżką (nawet mimo nie osiąganięcia jeszcze jakiegoś wytyczonego celu głównego) już samo w sobie potrafi być ekscytujące.

Osoby zajmujące się zawodowo psychologią pozytywną (a więc tą badającą zjawisko szczęścia w naszym życiu, w ogóle jakość życia i potrzeby każdego człowieka) mówią, że najwięcej satysfakcji przynosi nam robienie czegoś tylko dla samej naszej satysfakcji i dla samego faktu robienia czegoś. Wyniki i nagrody oraz osiągnięcia nie są aż tak istotne jeśli brak jest elementu pierwszego.

Funkcjonuje też powiedzenia (już chyba o nim wspominałem), że CI, KTÓRZY DĄŻĄ DO SZCZĘŚCIA NAJCZĘŚCIEJ GO NIE ZNAJDUJĄ, BO SZCZĘŚCIE LEŻY PO DRODZE.


A teraz taki "mini apel" do WSZYSTKICH CZYTELNIKÓW:

Macie ręce, nogi, oczy, uszy itd., oddychacie, krew krąży, umiecie czytać, macie jakieś zainteresowania, bliskich, coś pewnie nie dawno jedliście i czuliście tego smak, jest maj, pogoda jest raz lepsza, raz gorsza, w Tatrach budzą się świstaki, zaraz zacznie się sezon na truskawki itd., itd., itd.

CIESZCIE SIĘ!
Cieszcie się nawet z błędów i ich nie żałujcie.

Kiedy Edisson wynalazł wreszcie żarówkę powiedział:

Te wszystkie razy, kiedy nie udało mi się poprawnie stworzyć żarówki nie były błędami. Traktowałem to wtedy jak kolejne doświadczenie i lekcje, bo dzięki temu wiedziałem w końcu JAK POWINNO SIĘ KONSTRUOWAĆ ŻARÓWKI.

A jeszcze tak na koniec:

Odwaga to nie zawsze doniosły i głośny głos. Czasami to cichutki głos, który pod koniec dnia mówi:
"JUTRO SPRÓBUJĘ PONOWNIE"...

avatar
0
11 maj 2015, 10:38
Bartosz Michalak