Lot czy przelot?

   „(...)Wyobraź sobie, że jesteś w połowie trudnej ,sportowej drogi. Idzie Ci ciężko i niezbyt płynnie. Czujesz, że jesteś coraz bardziej zbułowany. Kilkanaście metrów nad ziemią dochodzisz do wpinki. Jesteś już bardzo zmęczony. Wpinasz się i możesz przez chwilę wytchnąć w tej oazie bezpieczeństwa. Głos w Twojej głowie zaczyna nadawać „Blok!”. To słowo chce dosłownie samo wyskoczyć z gardła. Ramiona palą a świdrujący głos mówi Ci,że musisz uciec od niewygody i to już! Zrobisz to?(...)” - "Skalni Wojownicy" – Arno Ilgner, tłumaczenie Tomasz Kliś.

   Ja zrobiłem. Pierwsza różnica była taka, że założony przelot miałem dwa metry niżej a do kolejnej wpinki dziesięć centymetrów. Druga różnica to taka, że nie była to trudna droga. Poddałem się uporczywemu skomleniu w mojej głowie, krzyknąłem „blok!” i poleciałem. Byłem zmęczony. Wchodziłem w drogę z myślą o jej jak najszybszym skończeniu. Szło mi ciężko i niezbyt płynnie. Blok był dla mnie wytchnieniem i ulgą jaką wziąłem pod uwagę zaledwie kilkanaście centymetrów nad ziemią. Wszystko źle.

   Zjechałem na dół i od razu rozpocząłem litanie usprawiedliwień: „no przecież jestem strasznie zmęczony, dopiero wczoraj wróciłem, jadąc osiemset kilometrów z koncertu, prawie nic nie spałem... po raz pierwszy wspinałem się w piaskowcu, to chyba nie dla mnie skała, acha, i jeszcze w sobotę za długo siedziałem przy ogniu pijąc piwo...” I minęło kilka chwil, zanim dotarło do mnie jak duży błąd popełniam. Czytam z uwagą książkę Arno Ilgnera, który z niezwykłą precyzją punktuje przewinienia wspinaczy. Wyobrażenia o sobie i tworzenie iluzji.

   Ja podczas pokonywania tej drogi nie powalczyłem ze sobą, nie złapałem oddechu, mimo że w zasięgu miałem wygodne chwyty i możliwy odpoczynek przed końcówką drogi. Zrezygnowałem i poddałem się... Ale teraz wyciągam wnioski, obserwuję siebie i uczę się. Nie traktuję lotu jako porażkę lecz jako wiedzę, niezbędną do wyeliminowania błędów popełnianych przeze mnie podczas wspinaczki. Wrócę za chwilę na tą drogę mądrzejszy i spokojniejszy. Nie będę sapał, rzęził, wykrzywiał twarzy. Nie będę narzekał na jakość skały. Wracam, bo uwielbiam się wspinać i czerpię z tego wielką radość. A czym innym jest doświadczenie jak nie sumą błędów i niepowodzeń jakie przychodzi nam w życiu popełniać? Musiałem o tym napisać, choćby tylko dlatego, żeby jeszcze raz przyjrzeć się sobie i tej wspinaczce.

danielgrupa6

Wieżyca - Janosik V+

danielgrupa1

Na kilka chwil przed odpadnięciem...

danielgrupa2

Blok!

   Ale te kilkanaście ostatnich dni to nie tylko wspinanie na piaskowcu. To odkrycie kilku „nowych” dróg w Sokolikach, wędrówka po wciąż zaśnieżonych Karkonoszach. To mini koncert na rozstrojonym pianinie w „Samotni”, taka spontaniczna próba przed premierą listopadowego recitalu. To wiele kolejnych pięknych chwil spędzonych w górach.

danielgrupa3

Kocioł Wielkiego Stawu

danielgrupa4

W drodze na Śnieżkę

danielgrupa5

A w Samotni na pianinie...

avatar
0
06 maj 2015, 10:33
Daniel Grupa