Małe podsumowanie "mojej" ostatniej zimy:)

Wysoko w Tatrach warunki jeszcze zimowe, ale na myśl o brodzeniu w śnieżnej brei przy mocno dodatnich temperaturach odechciewa się wszelakich tatrzańskich wycieczek. Tak więc około górskie aktywności sprowadzają się do wspinaczek w rejonie Jury Krakowsko-Częstochowskiej.

 

Podsumowując „śnieżny” sezon w Tatrach muszę już sięgnąć do końca września, a dokładniej 27.09, gdzie ruszyliśmy na Łomnicę. Wypad ten zapowiadał całkiem niezłą „zimę”. Już od Skalnatego Plesa szliśmy w śniegu, a od Łomnickiej Przełęczy aż do szczytu towarzyszył nam marznący deszcz połączony z silnym wiatrem. Czas od samego początku mieliśmy dość kiepski. Wiedzieliśmy, że wracając ze szczytu złapie nas mrok, kwestia tylko gdzie… na szczęście stało się to już w łatwym terenie. Na plus było też to, że kolejka na Łomnicę była w trakcie remontu, więc na szczycie prócz nas nie było nikogoJ Na samej górze morze chmur, w zejściu piękny zachód słońca. Co tu dużo mówić, było pięknie!

lomnica

 

Kolejny wypad w śnieżne Tatry miał miejsce 29.10. Wtedy rekreacyjnie i sam ruszyłem na Halę Gąsienicową. Bez żadnych planów i celu. Miałem ochotę iść gdzie nogi poniosą i skończyłem pod Żółtą Turnią, wygrzewając się chyba ze dwie godziny na słońcu.

zolta turnia

Kilka dni później ruszyłem  już z kumplem znów w stronę Łomnickiego Stawu. Tym razem celem był Kieżmarski Szczyt. Nie obyło się bez kłopotów.  Ruszyliśmy w góry prosto po mojej pracy i w pośpiechu zapomniałem rękawic, co zauważyłem dopiero na Huńcowskim Szczycie. Na szczęście Tomek w plecaku posiadał zapasoweJ Tego dnia zaczął się halny rozkręcać. Dał nam się wtedy wiatr we znaki, ale szczyt udało się zdobyć.

 

kiezmarski

8 grudnia ruszyliśmy na łatwą wycieczkę na Zadni Granat. Brak widoczności i nieprzetarty szlak zadania nie ułatwiał, ale wycieczka sama w sobie przyjemna…i może trochę mroczna;)

granaty

13 grudnia znów Granaty, tym razem przez Żleb Kulczyńskiego. Trochę zabawy było, ale też na to liczyliśmy. Zachód słońca tuż pod Granatami. Pięknie było!

kulczynski

No i nadszedł okres poświąteczny. Zima kalendarzowa się rozkręcała i trzeba było plany snuć na Sylwestra. Zebrała się ekipa i ruszyliśmy 29 na Krywań. Prognozy nie pozostawiały złudzeń. Na ponad 2000m temperatura miała spaść do -25 stopni, do tego silny wiatr i brak widoczności. Temperatura odczuwalna spadła grubo poniżej -40 stopni, część ekipy się lekko odmroziła. To jeden z ciekawszych wypadów w tym sezonie. Widoki na szczycie pierwsza klasa!:) Kolejnego dnia już z Gosią planowaliśmy ruszyć na Wysoką, ale kiepskie śniegi wymusiły zmianę planów i skończyło się na offroadowej wycieczce po Dolinie Mięguszowieckiej w rejonie Wołowca Mięguszowieckiego. 31 grudnia postanowiliśmy się dostać do Piątki na Sylwestrową imprezę, gdzie czekali na nas znajomi. Urządziliśmy więc sobie „spacer” z Popradzkiego Stawu przez Koprową Przełęcz Wyżnią, Dolinę Hlińską, Zawory i Gładką Przełęcz. Spacer ten skończył się morderczą walką z piargami i kosówką w Dolinie Hlińśkiej, bo oczywiście nie było śladu po jakimkolwiek szlaku. Do Piątki jakoś dotarliśmy, a dalszą część można już pominąćJ

krywan

mieguszowiecka

sylwester

Warunki śnieżne niewiele się poprawiły przez pierwsze dwa tygodnie nowego roku. 14 stycznia ruszyliśmy na Halę Gąsienicową. Ruszyliśmy w stronę Zadniego Kościelca, ale trawersując zbocza pod zachodnią Kościelca śniegi nie zachęcały do dalszej drogi. Odwrót i wbicie się w pierwszy lepszy żleb wyprowadzający na Kościelec. Dalej Karb, CSG i pyszne piwo w MuroJ

karb

Dwa dni później znów HG. Tym razem na szkoleniu lawinowym prowadzonym przez Jana Krzysztofa, naczelnika TOPRu. Dojście na Halę podczas halnego było niezłą zabawą. Szkolenie szkoleniem, fajne, ale wiadomo, ciągle wyżej ciągnęłoJ

szkoilenie

28 stycznia znów Tatry. Tym razem rejon MOka. Planów jak zwykle 150. Skończyło się na Kazalnicy, a właściwie naszym chceniu. Dużo lawin i pyłówek. Tym razem odwrót z Bandziocha. Niedługo później załamanie pogody. Słusznie, jak najbardziej.

bandzioch

8 dni z rzędu w Tatrach bez żadnego szczytu. Trochę to zaczęło irytować. Kolejny wyjazd 5 lutego. Cel banalny – padło na taternicki wierzchołek Świnicy. Strzał dziesiątkę, kolejna inwersja. Było dość ciepło, w miarę bezwietrznie. Przesiedzieliśmy kilka godzin nad chmuramiJ

swinica1

14 luty. Walentynkowa randka z Tatrami. Po głowie chodził Gerlach, w końcu zimową koronę trzeba zbierać, a na koncie w tym sezonie tylko Krywań. Niestety nieprzetarty szlak z Wyżnich Hag pokazał gdzie nasze miejsce. Z podwiniętym ogonem ruszyliśmy szukać innego celu. Z lekką perswazją wyciągnąłem resztę na Baranie Rogi. Nudno, widokowo kiepsko, ale chociaż dupozjazd był niezły;)

BARANIE

1 marzec. Smaczek na grań Świnicy. Ruszyliśmy żwawo. Fajnie, pięknie, ale jeśli wiatr nie pozwalał się utrzymać w pionie na niezbyt szerokiej grani za Świnicką Szczerbiną Wyżnią, jedynym sensownym rozwiązaniem był odwrót….znowu;)

swinica2

9 marzec. Ruszyliśmy do Doliny Batyżowieckiej. Raczej z nastawieniem na Kończystą. Jakoś nas jednak zawiało na Gerlach, z którym miałem niewyrównane rachunki z zeszłego roku. Droga tym razem łatwiejsza, bo przez Batyżowiecką Próbę, więc i „król” się poddał. Trochę zawiedziony, bo z najwyższego punktu w Tatrach spodziewałem się lepszych widoków. Jednak 18 godzin „od auta do auta” mocno dało w kośćJ

GERLACH

Wiosna tuż tuż a ja coś z zimowej WKT chciałem jeszcze urobić. Jak w zeszłym sezonie Lodowy był moim „must be”, tak na ten sezon była to Wysoka. Ostatni dzień zimy, w dużym składzie ruszyliśmy do Popradzkiego Plesa. Przyjemna, piękna widokowo trasa. Widoki ze szczytu jedne z najpiękniejszych. Padł tylko wierzchołek z krzyżem, ostatnio uważany za niższy (śniegi, późna pora), więc do zimowej korony go nie wliczę. Bez znaczenia bo bez zastanowienia tam wrócę, i to nie jeden razJ

wysoka

Sniegi w tym sezonie wyjątkowo często zbiegały się z inwersją. Widokowo było pięknie. Dni w Tatrach spędziło się dość sporo. Emocji związanych z zimowymi wycieczkami pełen wachlarz. Teraz pozostaje czekać na suchy granit!:)

avatar
0
11 maj 2015, 09:51
Janusz Dębiński