Na azymut!

Tyle mówi się o zabieraniu w góry odpowiedniego stroju, sprzętu, obuwia. Wspomina się często o mapie i kieszonkowych przewodnikach. Mam jednak wrażenie, że zbyt rzadko porusza się kwestię kompasu/busoli, a to przede wszystkim on (a dopiero w dalszej kolejności mapa) może uratować nas, gdy niespodziewanie stracimy orientację w terenie.

bus

Czasem warto się poświęcić i upaćkać żywicą, ustalając azymut z wysokiego drzewa. Lepsze to, niż nocne błądzenie w krzaczorach.

Kompas? Wielu „survivalowców” zakpiłoby w tym momencie i rzuciło masą patentów typu pomiar cienia i wyznaczanie kierunku za pomocą wskazówek zegarka. Znaleźliby się też tacy, którzy będą święcie przekonani, że mech rośnie tylko po północnej stronie, a gwiazdę polarną łatwo wypatrzeć (nawet na zachmurzonym niebie). Ok, wszystkie te metody bywają przydatne, ale mają dwie zasadnicze wady. Pierwsza to nie do końca precyzyjny pomiar (margines błędu sięgający 20 i więcej stopni), druga to brak możliwości wyznaczenia azymutu. Na poniższym filmie wyjaśniam na czym polega ten proces.

W odcinku nie ma mowy o przydatnym tricku. Mianowicie, jeżeli z jakiegoś powodu chcemy wrócić do punktu, z którego rozpoczęliśmy nawigację to wystarczy, że przy ustawionym na kompasie azymucie odwrócimy się tak by to biała strzałka (s), a nie jak do tej pory czerwona (n) pokrywała się z czarną strzałką na tarczy kompasu.

Natomiast sytuacja w jakiej znalazłem się rok temu niech będzie przestrogą dla tych, którzy nadal nie dali się przekonać.

Stałem na skalnej grani mając przed sobą taki oto widok.

1

Góry w Norwegii Środkowej

Piękny? Na pewno z perspektywy biurkowej. Dla mnie był wtedy dość niepokojący, a przede wszystkim przytłaczający ogromem. Wiedziałem, że mam kierować się w stronę jednego z jezior. Zdawałem sobie jednak sprawę z tego, że gdy zejdę na dół i zagłębię się w bagnistą tundrę, las karłowatych brzóz i koryta rwących potoków, stracę z oczu mój punkt orientacyjny. Nie było też szans na odnalezienie jakiegokolwiek szlaku, duktu, czy ścieżki, gdyż takowe zjawiska nie występowały w tamtym rejonie.

4

Jedyne co mogłem w tej sytuacji zrobić to szybko opracować skuteczny plan działania. Bez niego mógłbym wydostać się z tundry dopiero po kilku dniach, a i to przy założeniu, że nie doznałbym urazu lub nie natknął się na jednego z niedźwiedzi, których sądząc po tropach było tam pełno.

Na szczęście miałem ze sobą kompas. Z jego pomocą wyznaczyłem azymut na pobliskie wzgórze, które utkwiło mi w pamięci podczas wspinaczki. Postanowiłem dotrzeć do niego jak najkrótszą drogą, a następnie zlokalizować z góry kolejny punkt, wyznaczyć na niego azymut i tak aż do wielkiego jeziora, spod którego droga była już znacznie łatwiejsza. Co stałoby się gdybym nie zabrał wtedy kompasu? Nie mam pojęcia. Może wydostałbym się stamtąd znacznie później, a może zabłądziłbym w lesie karłowatych brzóz i stał się karmą dla niedźwiedzi. Kto wie? ;)

avatar
0
24 sierpień 2015, 20:21
Kajetan Wilczyński