O śmierci inaczej...

Mija kolejny rok, po raz kolejny zamieszczam tu nowy wpis, pracuje dla PG już jakiś czas itd., itd. Lata lecą, czas ucieka... Ostatnimi czasy zmarła osoba, która dla mnie, osobiście była bardzo ważna. I chociaż utrzymywaliśmy dosyć bliskie relacje, dziś wiem, że mogłem coś zrobić lepiej, więcej, częściej, bardziej. Ale już nie zrobię...

ba4
I to właśnie paradoksalnie dało mi następnego, wielkiego KOPA.

Kopa w tym sensie, że po raz kolejny życie przypomniało mi, że pewne rzeczy się nigdy już nie powtórzą, jak śpiewa Rodowicz o życiu, że: „bal to jedyny na jaki nas proszą, nie grają na bis chociaż żal”.
I tak można cytować bez końca. Na myśl przychodzą tu chociażby słynne słowa ks. Twardowskiego, że:
„śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”,
czy W. Szymborskiej, że;
„żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch jednakich pocałunków,
dwóch tych samych spojrzeń w oczy”.
A w innym wierszu, ta sama poetka wyraźnie mówi, że:
„kiedy wymawiam słowo PRZYSZŁOŚĆ,
pierwsza sylaba jest już w przeszłości”.
Otuchy i pewną receptą, zdają się być słowa piosenki K. Krawczyka, że:
„życie jest za krótkie, żeby pić marne winno,
życie jest za krótkie, by miłości dać zginąć,
życie jest za krótkie, żeby się nie spieszyć,
życie jest za krótkie by się nim nie cieszyć”.
Do tego wszystkiego można dorzucić też to, co kiedyś tam słyszałem, że rzuconego kamienia, wypowiedzianych słów itd. nie można cofnąć.

ba5
Są takie rzeczy w życiu, takie sytuacje, że zdarzają się one nam tylko raz i nie ma tam ani miejsca ani czasu na próby, błędy, rozważania czy warto, ważenie szans itd., itd. One są ani nienegocjowalne, ani niepowtarzalne. I tylko od nas zależy czy skorzystamy z nich czy nie. Często nawet te powiedzmy „okazje”, „szanse” dzieją się tak krótko, że trudno je dostrzec i wyłapać. Są nawet organizowane specjalne kursy wyostrzające różne zmysły, spostrzegawczość i wzmacniające zdolność uwagi na tego typu życiowe sytuacje. I tutaj, aż się prosi:
„Ludzie, którzy dążą do szczęścia najczęściej go nie osiągają, bo szczęście leży po drodze.”

I właśnie. Tego typu rzeczy, szans, „pieniędzy”, udanych „transakcji biznesowych”, „projektów” itd. jest pełno i są w miarę dostępne. Ale żeby je podnieść, chwycić, wykorzystać, czy jak zwał tak zwał, to trzeba wyciągnąć rękę w odpowiednim momencie i je podnieść. Niby proste, bo tylko PODNIEŚĆ. Ale to aż PODNIEŚĆ. Podniesienie wymaga DECYZJI O PODNIESIENIU, a ta oznacza:
-zmianę perspektywy,
-dyskomfort,
-wysiłek,
-pewną pracę,
-nowość,
-ryzyko,
itd.
Świetnie podsumowuje to stwierdzenie, że „wyjście ze strefy komfortu oznacza zejście z poziomu mistrza do poziomu ucznia”.

ba5
Rozpisałem się trochę, ale bardzo istotne jest to, żeby mieć zawsze tam gdzieś z tyłu głowy, że:
-pewne rzeczy się nigdy nie powtórzą,
-żeby wykorzystać życie ile wlezie,
-żeby nie bać się zmian,
-żeby pamiętać, że dostaliśmy od losu (biorąc np. miliardy możliwości sekwencji łańcucha DNA) ogromną szansę- ŻYCIE. Ale to życie jest krótkie i tym bardziej trzeba ten moment wykorzystać.

Zaraz po mojej operacji popadłem w letarg. Żyłem nieżyjąc i chyba w poczekalni. Tamtego czasu już mi nikt nie zwróci i tego nie cofnę. Jedyne co, to jestem w stanie działać tak, by już nigdy podobnych błędów nie popełniać.
I śmierć tej osoby jest dla mnie dużym ciosem, stratą i smutkiem. Ale z drugiej strony DZIEKUJĘ CI LOSIE, ŻE ZNÓW PRZYPOMNIAŁEŚ MI O SWOJEJ KRUCHOŚCI, PRZEMIJALNOŚCI I MAŁOŚCI mimo wielkości.

I kończąc:
„Najbardziej mobilizującą do działania w życiu rzeczą jest ŚWIADOMOŚĆ RYCHŁEJ ŚMIERCI”.

avatar
0
01 luty 2016, 16:03
Bartosz Michalak