Ostatni dzień zimy, zaćmienie słońca i...Wysoka!

Wysoka najbardziej urzekła, gdy siedziałem wczesną wiosną rok temu na Kończystej. Muszę tam być kolejnej zimy. No i przyszła ta zima. Szukałem sposobności by tam powędrować. Z różnych powodów mijałem się z nią. Zima dobiegała końca. Jest warun! No więc jak nie teraz to kiedy? Termin to ostatni dzień zimy. Do tego zaćmienie słońca. Idealnie!

 

 

 

 w

Dominice podpasował dzień. Rzuciłem temat na pewnym forum. W  grupie raźniej w końcu:) Kilku znajomych też dołączyło. W składzie Ala, Dominika, Adrian, Bartek, Franek, Piotrek i ja ruszyliśmy z Krakowa o 2:30 w nocy, na dwa samochody, do Popradzkiego Plesa. Na miejsce dojechaliśmy bodajże około 5. Niespełna godzinę póżniej jedliśmy śniadanie w opustoszałym jeszcze schronisku. Jakoś nie paliło mi się do dalszej drogi. Lenistwo, wygoda, ciepło i takie tam..wiadomo. Ale czas litości nie ma. Przed 6 ruszamy dalej. Idziemy chwilę w wzdłuż stawu,  po czym odbijamy w stronę Doliny Złomisk. Popularny rejon dla skiturowców, więc torowaniem nie musimy sobie głowy zawracać. Franek straszy żmudnym podejściem na Siarkańską Przełęcz. Nie ukrywam, zmęczenie po wcześniejszym całym  dniu w pracy da pewnie w kość. Nabieramy powoli wysokości. Widoki pierwsza klasa. Za plecami Kończysta, po prawej Żłobisty, Rumanowy, Ganek, przed nami Szarpane Turnie, Smoczy, Wysoka, z lewej zaś Siarkan.

1

Póki w cieniu, to szliśmy po betonach, ale słońce powoli zaczęło wychodzić znad grani. Tyłek nam uratowało wspomniane wcześniej zaćmienie słońca. Częściowe, bo częściowe, ale na tyle słońce przysłoniło, że dalej mogliśmy cieszyć się zmrożonym śniegiem. Z krótkimi przerwami, ale sprawnie dotarliśmy do Siarkańskiej Przełęczy, zarzucając po drodze nadmiar odzieży wierzchniej.

 zlomiska

zlomiska 2

Tuż za przełęczą raki, uprzęże,  i takie tam. Kto wie co czeka nas wyżej. Po krótkim trawersie wchodzimy do Centralnego Żlebu, opadającego spomiędzy dwóch wierzchołków Wysokiej.

trawers

Śniegi pierwsza klasa, nabieramy więc sprawnie wysokości. Słońce coraz bardziej przysłonięte, co daje się odczuć. Mijamy wyraźnie zadowolonego rodaka z przewodnikiem schodzących ze szczytu. Żleb okazuje się niezbyt stromy, w każdym bądź razie nie tak bardzo, jak wygląda gdy ogląda się go od zachodu:) Pod przełączkę dochodzimy dość szybko. Widać wystające klamry. Chłopaki podchodząc pod szczyt zrzucają na nas przypadkiem pokaźną bryłę lodu. Ala dostaje w ramię, rykoszetem obrywa jeszcze Dominika w kask a i mnie dalej się dostaje i przetrąca kamerkę wraz z mocowaniem z kasku. Na szczęście nic nikomu nie jest (tak jakby ktoś miał wątpliwości po co kask na turystycznych drogach;)). Ostatnie metry podejścia to już lodowisko. Tylko jedna wystająca spod śniegu klamra na niewiele się zdaje. Proszę Franka, by zrzucił linę i przyasekurował. Wiążemy się i wężykiem do góry. Jeszcze kilka kroków i na szczycie! Słyszałem dość dużo dobrego o panoramie, która roztacza się z tego szczytu, ale to co zobaczyłem na żywo przeszło najśmielsze oczekiwania. Widać z niego chyba wszystko co najistotniejsze w Wysokich Tatrach. Pięknie! Do tego idealna, słoneczna i niemal bezwietrzna pogoda pozwala na dłuższe posiedzenie na szczycie. Sesja foto, pogaduchy to chyba nieodłączny element takich chwil;)

szcz

szcz2

szcz3

 

Czas mija, mamy jeszcze drugi wierzchołek, bez krzyża. Od niedawna uznawany za wyższy. Montuję stanowisko, pierwszy zjeżdża Franek, później pokolei cała reszta. Ja na sam koniec. Pod przełączką większość oznajmia, że odpuszcza drugi wierzchołek. Zostaję z Dominiką i Piotrkiem. Próbuję się wgramolić wyżej, ale skały i rozmiękczony śnieg tego nie ułatwiają. Słońce już na tyle mocno operuje, że wszystko zaczyna pływać. Odpuszczamy też i maszerujemy szybko w dół. Trochę powyżej Siarkańskiej Przełęczy urządzamy sobie przerwę. Raki i nadmiar ciuchów do plecaka, trochę kalorii i idziemy dalej. Od przełęczy z chłopakami uskuteczniamy dupozjazdy, dziewczyny, korzystając z samotności wybierają opcję wolniejszą, połączoną z opalaniem ciał;) U wylotu Doliny Złomisk spotykam Czechów, którzy serdecznie witają piersiówką z jakąś Whysky. W tych okolicznościach smakuje wyjątkowo wybornie! Dochodzi reszta chłopaków, rozkładamy się na "złomach" i czekamy na nigdzie niespieszące się nasze towarzyszki:) Dalej już niedługim spacerem do Popradzkiego Plesa.  Tam zasłużone piwo, opowieści, ploty...
Tak wyglądało nasze "łinter ekspedyszyn" na zakończenie zimy;) Z pozdrowieniami dla Towarzyszek i Towarzyszy!:)

avatar
0
02 kwiecień 2015, 13:09
Janusz Dębiński