Po co?

Każdy krok to chwila niepewności. Zapadnę się po pachy, po pas, a może „tylko” do kolan? Wokół mgła, którą mam ochotę chlasnąć nożem i wyciąć w niej okno z widokiem na te kilka metrów przed sobą. Pod nogami czubki młodych świerków, zdają się ostatkiem sił przebijać przez zwały śniegu, aby zaczerpnąć trochę mroźnego, górskiego powietrza. Tego samego, którego my mamy już serdecznie dość. Od kilku godzin maszerujemy, a właściwie pełzniemy rzadko uczęszczanym szlakiem z Iglicznej w kierunku Czarnej Góry. Moglibyśmy odpuścić, zawrócić, uznać, że warunki nas przerosły. Niby po co mielibyśmy przemarznięci, przemoczeni i zmęczeni drążeniem śniegowego korytarza, brnąć dalej ze świadomością, że będzie tylko gorzej? No właśnie, po co?

advszczyt

Słoneczny poranek i widok skąpanych we mgle szczytów wynagrodził nam wszystkie trudy poprzedniego dnia.

„Po co jeździsz w góry?” to pytanie zadawane często przez komputerowych placków, a najczęściej przez jednolitą masę młodego pokolenia, dla którego jedynym sensem życia jest zaliczanie kolejnych sobotnich imprez. Niestety sporo prawdy jest w słowach Piotra Pustelnika " Kiedyś ktoś mnie zapytał: - "Dlaczego chodzisz po górach?" Odpowiedziałem, że ludzi można podzielić na dwa rodzaje:
a) na tych, którym nie trzeba tej pasji tłumaczyć.
b) na tych, którym się jej nie wytłumaczy. "

Te słowa potwierdzają to o czym wie każdy wędrowiec. Powód to sprawa mocno indywidualna i jeśli powiesz pokrytej gładzią szpachlową lalce, że wyjeżdżasz po to by zregenerować siły, nabrać trochę pokory, czy po prostu pomyśleć w samotności, to spotkasz się z kpiącym uśmiechem. Nie ważne jak bardzo jesteś przekonujący. Dla niej taki motyw działania będzie kompletnie obcy.

Edmund Hillary - pierwszy zdobywca Everestu powiedział kiedyś, że "To nie górę pokonujemy, lecz siebie."

Ten cytat w pełni wyjaśnia moje motywy, odpowiada też na tytułowe pytanie. Dlaczego szliśmy dalej? Bo zimno, wilgoć i zmęczenie pchały nas tak naprawdę do przodu. Kazały iść do Czarnej, a następnie odbić w kierunku Śnieżnika. To samo zimno, wilgoć i zmęczenie w połączeniu z narastającym bólem głowy nie pozwoliły nam zatrzymać się na noc w schronisku. Kazały w całkowitej ciemności, pośród szalejącej śnieżycy odszukać osłaniające od wiatru świerki i pośród nich, skostniałymi rękami rozbić stary, połatany namiot. Wyciągnąć z apteczki bandaż i związać nim złamany maszt, a następnie przetrzymać przenikliwy mróz, by rano odkryć, że rozsadził wojskowe buty Bates do tego stopnia, że zaczęła odchodzić od nich podeszwa. Mróz, wilgoć, zmęczenie i ból kazały każdemu z nas stoczyć wewnętrzny bój, sprawiając, że wyszliśmy z tej przygody silniejsi i po wielu latach wciąż wracamy do niej podczas spotkań starej kompanii.

IMG 20130301_143758

Niektórym spośród młodych świerków udawało się wyjrzeć na powierzchnię, reszta ginęła pod tonami śniegu.

 

avatar
0
29 wrzesień 2015, 19:44
Kajetan Wilczyński