,,Powrót" do wspinania!

Dawno nie pisałem niczego na moim blogu, ale powiedzmy sobie szczerze, że nie zawsze jest o czym. Ostre zamieszanie w moim życiu, spowodowane narodzinami Igi, sprawiło że niby się wspinałem, jeździłem tu i tam, ale tak naprawdę niewiele z tego wynikało. Kiedyś wydawało mi się że bez problemu wszystko potrafię ogarniać, a mówienie że trzeba mieć ,,czystą głowę”, żeby robić trudne drogi to jedna wielka ściema.

Dalej nie wiem, czy to ściema, czy też prawda, ale fakty są niezaprzeczalne- od poprowadzenia Mechaniki w październiku zeszłego roku, co zbiegło się niejako z informacją że będę miał dziecko, nie zrobiłem absolutnie nic;)  Teoretycznie było jak zawsze, dobra forma, zgina się jak nigdy, a malowanie, sprzątanie i godziny spędzone w szpitalu nie powinny mieć nic do rzeczy (ostatnie dwa miesiące Monika przebywała w szpitalu). Ale tak to jest że największe kryzysy zaczynają się i kończą niespodziewanie. Po prostu pewnego gorącego czerwcowego dnia, pojechałem do Mamutowej i zrobiłem Godoffa, droga z której spadłem już milion razy, w każdych możliwych warunkach, z każdego możliwego miejsca, w przedziale temperatur od -10 do +35 stopni. Droga na której czułem, że mogę i powinienem się rozgrzewać……. No to poszedłem i tak sobie zrobiłem. Kilka kolejnych wyjazdów to były już dość poważne wstawki w Fumara, ale któregoś dnia nie mogłem wystartować balderem z Mechaniki, więc rozwiązałem się i wystartowałem Chłostą i tak zupełnie z przypadku doszedłem do zwornika robiąc Fumarka VI.6+, w sumie jeszcze wpinając się do łańcucha byłem mega zaskoczony. Prace nad Fumarem wciąż trwają….

godof2

Czekając na Godoffa VI.6


W ostatni piątek pojechałem z Karoliną na Okiennik, gdzie od dwóch lat na pierwsze powtórzenie czekała droga Waldka Podhajnego- Władca Przestrzeni, będąca właściwie autonomicznym startem do jednej z dróg mojego autorstwa, dlatego też niejako sprawą honoru było jej poprowadzenie. Kilko ruchowy, trudny balder próbowałem sporadycznie, ale też systematycznie od dawna. Od początku nie podobał mi się, chwyty nieprzyjemne i jakieś takie.. W tym roku jednak udało mi się wymyśleć, a raczej tak ulepszyć patenty, że zaczęło rokować. Wreszcie wyśmienity warun- taki typowy okiennikowy, wieje, zimno ale wszystko trzyma i stoi!!! Do tego Karolinka upiekła przepyszne babeczki czekoladowe, które powodowały stały poziom turbo mocy! A babeczki były tak pyszne, że pomimo posiadania ogromnej ich ilości, postanowiliśmy się chować z ich jedzeniem przed Wojtkiem i Idą, których akurat spotkaliśmy na Okienniku;) Zrobienie baldera  startowego poszło dziwnie łatwo, bardziej przemieliło mnie u góry, a nie powinno (w końcu to moja droga) i tak Władca Przestrzeni VI.6 padł. Mam nadzieje że to nie koniec dobrej passy, tak czy inaczej obiecuje że blog trochę ożyje;)

iga

Iga:)

avatar
0
15 lipiec 2015, 18:46
Łukasz Dębowski