W ramach przygotowań do wyprawy dużo biegam. Staram się jednak jak najwięcej biegać po górach, tak aby podczas treningu wyszło dużo przewyższenia. Dystanse powyżej 100km nie są mi obce, więc coś już na temat tego biegania po górach wiem. Dla urozmaicenia  i sprawdzenia swoich postępów postanowiłem wystartować w moich pierwszych zawodach biegowych. Wybór na pierwsze tego typu zmagania padł na Etapowy Bieg Górski – Triadę,

odbywający się w połowie stycznia  w Krościenku nad Dunajcem. Idea biegu etapowego bardzo mi się spodobała. Jest to wciąż coś nowego w kalendarzu biegów górskich. Program wyglądał następująco : sobota rano – bieg 22km po Gorcach, sobota wieczór – bieg 11km po Pieninach, niedziela rano – bieg 33km po Beskidzie Sądeckim.
Wszystkie biegi startowały i kończyły się w Krościenku nad Dunajcem, a to dzięki temu że jest ono idealnie położone pomiędzy tymi trzema pasmami górskimi.
Pogoda zapowiadana na weekend zawodów była fantastyczna i taką też zastaliśmy po stawieniu się na starcie pierwszego z biegów -  Gorce 22km. Trasa biegu na mapie wyglądała bardzo ciekawie i tak też było. Poprowadzona początkowo poza szlakami a później od Lubania schodząca w dół czerwonym szlakiem wprost do mety w Krościenku. Opad śniegu w tygodniu poprzedzającym zawody sprawił że na trasach było go bardzo dużo, a co za tym idzie bieganie w tych warunkach wymagała większego nakładu sił.  
Plan na ten bieg miałem taki aby nie przesadzić z tempem i zostawić siły na czekające mnie pozostałe biegi. Plan, planem.... a realia  były takie że pobiegłem na maksa podkuszony moją chorą ambicją. Efekt był taki że pokonałem te 22 km w 2 godziny 38 minut, co dało mi w klasyfikacji Triady po pierwszym biegu 28 miejsce z grupy 200 biegaczy. Co prawda liczyłem że zmieszczę się w 20-stce , ale nie byłem zawiedziony gdyż czołówka biegu była bardzo mocno obsadzona etatowymi biegaczami górskimi a dla mnie to pierwszy start.

44444


Praktycznie od razu po ukończeniu pierwszego biegu trzeba było zająć się przygotowaniami do wieczornej próby w Pieninach. Przerwa miała trwać 3-4 godziny. W tym czasie zdążyłem zjeść ciepły obiad oraz uzupełnić braki wody w organizmie, oczywiście odpowiednio się suplementując. Ważna była też szybka regeneracja mięśni, w czym niezastąpiona okazał się pomoc mojej  dziewczyny, która jest fizjoterapeutką. Taki support to skarb.
Na wieczornym biegu stawiłem się więc w pełni gotowości. Tak samo jak przed poranną próbą, obiecywałem sobie nie nakręcać z tempem mając w głowie kolejny etap następnego dnia. Oczywiście nic z tego nie wyszło i pobiegłem na maksa. No cóż tak już chyba mam u muszę się do tego przyzwyczaić.
Bieg skończyłem na 30 miejscu z czasem 1 godzina 1 minuta. W klasyfikacji generalnej Triady nie zmieniło to mojej sytuacji i wciąż okupywałem 28 lokatę. Biorąc pod uwagę to że po tym dniu wycofało się kilkunastu biegaczy, wynik ten w tych ciężkich warunkach napawał optymizmem. Sam bieg Pieniny muszę ocenić jako bardzo fajny. Klimat jaki panował na trasie był wyśmienity. Wszyscy zawodnicy obowiązkowo musieli biec w czołówkach, a trasę co jakiś czas rozświetlały pochodnie, co dodawało uroku tym zawodom.
Ostatni etap Triady, który miał się odbyć dnia kolejnego miał być najdłuższy oraz posiadający największą sumę przewyższeń. To, plus dwa biegi w nogach sprawiało że kluczowym elementem okazać się miała noc i odpowiednia regeneracja. Po powrocie do pensjonatu uzupełniłem braki kaloryczne. Oczywiście nie napychałem się byle czym, lecz odpowiednimi produktami oraz przygotowaną wcześniej mieszanką kurczaka, ryżu i warzyw. Do tego kilka różnego rodzaju izotoników i herbat aby uzupełnić braki wody. Obawiałem się o stan moich mięśni, gdyż po tych dwóch biegach były mocno dojechane. Wszystko to minęło po zabiegach jakie zafundowała mi moja osobista fizjoterapeutka – Marysia.

1010101010


Rano przed startem biegu po Beskidzie Sądeckim czułem się bardzo dobrze. Zaplanowana trasa biegu wyglądała bardzo ciekawie, a pogoda była wyśmienita. Wszystko to oraz bardzo miła atmosfera wśród biegaczy sprawiało że pomimo zmęczenia chciało się biec. Wystartowaliśmy o godzinie 9. Tak samo jak w poprzednich biegach starałem się trzymać blisko pierwszej 20-tki. Tempo po raz kolejny okazało się mocne. Z racji mojego górskiego przygotowania najlepiej czułem się na podbiegach, gdzie najwięcej nadrabiałem. Na bardziej płaskich momentach trasy miałem problemy z utrzymaniem się za najlepszymi. Z tego biegu w pamięć zapadł mi moment w którym podczas lekkiego kryzysu dobiegam do food stopu, gdzie po jednej kostce czekolady i kubku coli wstąpiły we mnie nowe siły i podkręciłem swoje tempo. Ostatnie 10 km to była walka przede wszystkim ze sobą i swoim organizmem aby pomimo wielkiego zmęczenia dać z siebie wszystko i dobiec z jak najlepszym wynikiem. Opłacało się ponieważ na mecie zameldowałem  się po 4 godzinach i 9 minutach, co zaowocowało awansem w klasyfikacji generalnej Triady na 23 miejsce.
Biorąc pod uwagę trudy biegania zimą w górach plus rywalizację z naprawdę mocnymi biegaczami, uważam ten wynik za bardzo dobry. Ale najważniejszy był sam udział, który sprawił mi bardzo wiele radości. Świetnie przygotowane trasy oraz fantastyczna atmosfera, sprawiły że chyba się wkręciłem i już myślę o następnych biegach. Dla mnie jednak przede wszystkim był to jeden z etapów moich przygotowań do wyprawy na Khan Tengri, a wiadomo że te muszą być urozmaicone, gdyż samym bieganiem formy na Tienszan nie zrobię. Chciałbym zaznaczyć że cały mój ekwipunek był marki Kalenji i sprawił się znakomicie. Myślami już wybiegam w przyszłość, planując kolejne etapy przygotowań o których będziecie mogli przeczytać oczywiście na prowadzonym przeze mnie blogu.

161616161616



Chciałbym podziękować Magdalenie Bogdan z Fotografii Bez Miary, za możliwość użycia w relacji jej wspaniałych zdjęć oraz JKR Ostrowski za skorzystanie ze zdjęć w relacji.

1818



Pozdrowionka,
Radek !

23-02-2017
3455