ROZEJRZYJ SIĘ

Tym razem, chociaż też jestem w ośrodku 'Marzenie" w Zakopanem, ale moje przemyślenia nie będą, jak to zwykle bywa, ze stołówki przy kawie, ale przy herbacie, na balkonie i z pierwszego piętra. :)

bm zdj 1

Tak sobie tam ostatnio siedziałem i obserwowałem między innym zwykłą drogę. I patrzyłem na samochody, które co i rusz tam jechały. I nagle, na tej drodze pojawił się wóz konny, stworzył się wielki korek i niektórzy zaczęli trąbić.

O co chodzi?

Czytałem kiedyś taki artykuł, gdzie autor postawił śmiałą tezę (z którą się zresztą zgadzam), że ŻEBY PODWYŻSZYĆ STANDARD SWOJEGO ŻYCIA, NALEŻY TEN STANDARD OBNIŻYĆ. Niby brzmi bez sensu...

Funkcjonuje też coś takiego jak idea slow life. Slow life jest reakcją na konsumpcyjny tryb życia, głównie młodych ludzi z krajów zachodnich. Slow life powstał we Włoszech jako przeciwwaga dla rosnącej popularności fast foodów i jedzenia w pośpiechu, ale obecnie zatacza coraz to szersze kręgi.

Żyjąc bowiem zgodnie z zasadami slow life, świadomie rezygnujemy z niektórych rzeczy, ale tylko dlatego żeby znaleźć więcej czasu dla określonych aktywności.

A więc de facto OBNIŻAMY SWÓJ STANDARD ŻYCIA. Już nie mamy czasu na załatwienie określonych spraw, mniej pracujemy, mniej zarabiamy i mniej posiadamy dóbr materialnych itd. Ale czy faktycznie jest tak źle?

Otwierają się nowe perspektywy. Czas spędzany dotąd w pracy i w ciągłej gonitwie, daje nam teraz szereg możliwości na uważniejsze patrzenie, słuchanie, smakowanie, odczuwanie... Zwiększa się kreatywność. Stajemy się bardziej otwarci na świat i nowe możliwości. Wizja bycia z rodziną, rozwoju sfery duchowej, kreatywności, chodzenia na imprezy kulturalne, rozrywkowe i rezygnacja z dotychczasowej gonitwy (tylko dla samego faktu gonienia) przynosi pozytywne bardzo efekty. Określa się to ogólnie jako WYJŚCIE Z NIEKOMFORTOWEJ STREFY KOMFORTU.

Też ponoć takie ciągłe obrastanie w coraz to nowe dobra jest kompensowaniem sobie niespełnionych potrzeb wewnętrznego dziecka. Ale to tak na marginesie.

W każdym razie OBNIŻENIE STANDARDÓW ŻYCIA, faktycznie je podwyższa.

Ten wóz konny na tej drodze i ten korek w pewnym sensie jest tu trochę symboliczny. Kto wie, ale zwolnienie dla kierujących autmi może na chwilę skłoniło ich do większego i głebszego przemyślenia pewnych spraw? Może powiedzieli do kogoś "kocham"? Może otworzyli na chwilę szybę, zaczerpnęli górskiego powietrza i spojrzeli na Tatry (z drogi roztacza się przepiękny widok na Gąsienicową)?

A co to ma wszystko ze mną wspólnego?

Wielokrotnie wcześniej próbowałem sobie odpowiedzieć na pytanie, jak potoczyłaby się moja górska "kariera" gdyby nie niepełnosprawność. Na jakim byłbym poziomie wspinaczkowem, które góry bym odwiedził, jakie miałbym górskie przygody? Ale chyba trzeba zapytać inaczej. Czy te moje wątpliwości, rozmyślania, zagwostki, pytania itd. mają jakikolwiek SENS?

Czy nie lepiej przyjąć, że nagle na mojej drodze pojawił się "wóz konny", zwolnić i po prostu się rozejrzeć...?

Bartosz Michalak

avatar
0
05 maj 2014, 07:41
Bartosz Michalak