Świat zwariował....

 

14 czerwca ruszamy, to za 6 dni a wszystko w proszku... no to może za mocno powiedziane...

 

Plan wycieczki standardowy: Quatar Airlines-Warszaw-Doha-Islamaba....jak co roku, tylko na przemian lądujemy w Katmandu lub Islamabadzie.

To już moja 7 wyprawa w ciągu 8 lat. Ale nigdy przed wyprawą nie był to tak szalony czas. Za dużo spraw na głowie, za dużo obowiązków, a wszytko dla tego, że w roku 2016 miałem nie jechać na żadną durną wyprawę.
Skoro nie jadę to pójdę na studia podyplomowe. Skoro studia to tylko kawałeczek życia, a ja przecież nie jadę na wyprawę, to mogę kontynuować 2 kolejne semestry nauki angielskiego. W pracy, jak to w IT, roboty kupa, ale co tam, przecież nie jadę na wyprawę.

Pewnego zimowego dnia zadzwonił do mnie kolega Marcin z zapytaniem czy nie pojechałbym na wyprawę, której będzie kierownikiem, a cel jest ciekawy i nietrywialny bo chodzi o trawers Gasherbrumów 2x 8 000 m w ciągu… fju fju. Cóż, pogadaliśmy opowiedział o planach, a ja… grzecznie mu odmówiłem, bo przecież w tym roku nie jadę na wyprawę.

Nie minęło wiele czasu, gdy w rozmowie telefonicznej z moim najserdeczniejszym przyjacielem i partnerem górskim z Rafałem, zgadaliśmy się, że on w tym roku będzie nieopodal proponowanej mi wycieczki bo przecież Broad Peak to tylko parę godzin marszu od Gasherbruma… No i stało się, w czasie tej samej rozmowy Rafał zmieniła cel z Broad Peak na Gasherbrum a ja z „przecież nie jadę na wyprawę” na ten sam cel co on.

W ciągu tygodnia rozpoczęliśmy przygotowania do wyprawy, ale ich tempo nie powalało, działo się niewiele. Aż do momentu, gdy nasz kierownik Marcin ogłosił, iż z powodu zmiany planów nie jedzie na wyprawę, czyli faktycznie przejmuje mój cel na rok 2016…. Jedzie nigdzie. Gdy poznaliśmy powód zastoju działań i wzięliśmy sporawy w swoje ręce, wszystko ruszyło z kopyta. A była już wiosna. Na kwietniowe spotkanie w Małych Dolomitach na Jurze przybyło 4 z pięciu członków naszej wyprawy. Po omówieniu spraw maści wszelakiej, od planowanej drogi, poprzez wyposażenie obozów po sprawy organizacyjno-formalno-zakupowe, chłopcy ogłosili mnie kierownikiem wyprawy. Fajnie, nie miałem nic przeciwko temu, ale nie do końca rozumiałem jakie będą tego konsekwencje.

Do wszystkich spraw, które sam wziąłem sobie na łeb, doszło zorganizowanie wyprawy… no i wtedy świat zwariował. A co działo się w ciągu ostatniego miesiąca napiszę niebawem…

avatar
0
08 czerwiec 2016, 21:38
Jarek Gawrysiak