SZANSA...

Przez całe moje, niekrótkie już życie, przewinęły się dziesiątki, setki i miliony ludzkich twarzy.

Jedne z nich pojawiały się przelotnie i na chwilę, inne pozostawały ze mną na dłużej. Tak było jeszcze za czasów kiedy byłem w pełni sprawny, chodziłem po górach, wspinałem się, trenowwałem karate, uczęszczałem do różnych szkół, prowadziłem dość szerokie życe towarzyskie.

michas 1


Podobnie zresztą jest i teraz- kiedy też chodzę po górach, mam paru znajomych ;) , jeżdzę na turnusy rehabilitacyjne do Zakopanego i prowadzę jakieś tam swoje życie.

I chodzi o to, że większość tych ludzi, którzy jakoś tam niby "przypadkiem" pojawiają się w moim życiu, ich zachowaniem, gestami, mimiką, tym kim są, co mówią i co robią "opowiadają" jakąś tam historię swojego żyia.

Ktoś może powie że przesadzam i nadinterpretuję. Ja takie spotkania traktuję jak szanse i lekcje, z których staram się jak najwięcej "wyciągnąć" dla siebie.
Wracając jeszcze na chwilę do mojego stwierdzenia, że te "obce twarze pojawiają się PRZYPADKIEM".

Otóż w życia nie ma raczej przypadków.

To, że sportowiec wraca z zawodów ze złotym medalem, to nie dlatego, że "udało się go zdobyć" ale dlatego, że pracował, się angażował, poświęcał, trenował (i to latami, a zwycięskie zawody to jedynie jakiś tam "znikomy" wycinek).

Podobbnie jest z tymi obcymi niby ludźmi.

Pewnie coś sprawiło, że "przystanęli", "pochylili się nad nami", "poświęcili nam czas", byli akurat TAM GDZIE MY BYLIŚMY.

Długo wymieniałbym tych wszystkich z mojego życia i pewnie pod koniec miesiąca byłbym może w połowie, ale im dłużej żyję zaczynam "dostrzegać", że zawsze, nawet tam, gdzie na pierwszy rzut oka tego nie widać, jest szansa na nowy kontakt, nową znajomość. I co może dziwnie zabrzmi, ale nawet TA RELACJA NIE MUSI BYĆ PRZYJEMNA I PRZYJACIELSKA, bo jak powiedział chyba, nieżyjący już niestety prof. Bartoszewski (...) wrogów też warto mieć (...).

I cały mój wpis dedykuję anonimowemu Panu Kolejarzowi z PKP Intercity w pociągu relacji Kraków-Łódź, którym ostatnio jechałem. Pan ten był kierownikiem wspomnianego pociągu i jechał w przedziale obok. Ponieważ pociąg był w miarę pusty i nie było nic ciekawego do roboty, przyszedł do mnie, usiadł i zaczął rozmawiać.

Nasz dialog trwał może z 15 minut. Ale podczas niego, opowiedział mi o swoich problemach, rozterkach, pracy na kolei, niepełnosprawnym bracie itd. Dlaczego przyszedł i to wszystko opowiedział? Nie wiem, ale opowiedział.. I to było miłe i trochę wręcz magiczne.

Magiczne było też inne zdarzzenie, które stosunkowo nie tak dawno mnie spotkało. Robię czasem zakupy spożywcze przez Internet. SWOJĄ DROGĄ NIE CIERPIĘ ROBIĆ ZAKUPÓW SPOŻYWCZYCH- NUUUUDA WIELKA!!! Ale je zrobiłem i Pan, który mi je dostarczał przyszedł do mnie, usiadł i powiedział "że dowiedział się strasznie smutnej rzeczy i musi se usiąść i popłakać". Nie pytałem o co konkretnie chodzi, nie widziałem go ani wcześniej ani potem, ale przez tą całą sytuację zapamiętam go na o wiele dłużej niż niejedną wyszczekaną i niby wygadaną osobą.

Moja Koleżanka powiedziała mi kiedyś, że ceni we mnie najardziej to (nie wymeniła urody, nie podkreśliła tego, że jestem super macho- nie wiem czy tak :) czy tak :( ), ale POWIEDZIAŁA COŚ SUPER WAŻNEGO:
Że w tym co robię i mówię jest jakaś tam spójność, że udaje mi się czasem być prawdziwy i jakoś tam zgodny. I że nie trzeba czasem mówić i składać deklaracji i planów, tylko wystarczy coś zrobić.

Tak na marginesie, to chyba, przez to, żę rzadko kiedy składam puste deklaracje i obietnice bez pokrycia, BYŁBYM MIZERNYM BARDZO POLITYKIEM ;).

I po raz kolejny zachęcam Wszystkim do patrzenia na świat, na wszelkie rzeczy i wydarzenia jako na kolejne LEKCJE, SZANSE, OKAZJE...

Ciągle bowiem wędrujemy- po górach, w góry, po życiu...

avatar
0
19 maj 2015, 13:37
Bartosz Michalak