Turystyka na studiach cz. 1

„Nigdy nie pozwoliłem mojej szkole stanąć na drodze mojej edukacji.”

Mark Twain, autor powieści o przygodach Tomka Sawyera i Hucka Finna już dwa wieki temu dostrzegł kpinę jaką jest system nauczania. Szkoda, że nie chcą tego zauważyć władze polskich uczelni.

Kochasz góry, podróże, przygody? Masz pomysł na to jak połączyć tę pasję z życiem zawodowym?
Wybrałeś studia turystyczne, aby zdobyć potrzebne kwalifikacje i doświadczenie?
Masz teraz dwa wyjścia: Przeczytać ten wpis i zapłakać nad swym losem, albo żyć w błogiej nieświadomości, aż do października.

owca

Nie cierpię stadnego trybu życia. Ubóstwiają je natomiast owce, dzikie świnie, szympansy oraz studenci. W stadzie nie możesz o sobie decydować, dyskutować, a już broń Boże nie ośmielaj się mieć własnego zdania. W stadzie żyje się najlepiej tym osobnikom, które potrafią się dostosować. Ja nigdy nie potrafiłem, choć ojciec nie raz powtarzał: „Pamiętaj synu, pokorne ciele dwie krowy ssie”. Pewnie miał rację, ale trzeba pamiętać, że pokora nie jest synonimem uległości. Mały przykładzik z życia:

Matko jedyna, za jakie grzechy. Mam do zrobienia szóstą już prezentację zaliczeniową w power point. Perspektywa kolejnego dnia spędzonego na nadużywaniu kombinacji klawiszy ctrl+c i ctrl+v sprawia, że mam ochotę wyskoczyć przez okno. Moim tematem jest stan Amazonas w Brazylii. Czytało się książki Pałkiewicza, Cejrowskiego, oglądało programy w TV. Postanawiam więc improwizować. Pobieram z google grafika całą masę zdjęć i wrzucam na pendrive. Dobra, skończyłem, czas pobiegać.

Kolejny dzień na uczelni. Rozpoczyna się festiwal zamulania. Większość prezentujących postępuje według sprawdzonego przepisu na ocenę bardzo dobrą. Przewija slajdy pełne skopiowanego z Wikipedii tekstu i odczytuje je tonem księdza, rozpoczynającego obrządek pogrzebowy. Po 30 minutach mój mózg zaczyna obumierać. Wyciągam telefon i czytam podróżniczego ebooka. Wtem smartfon zostaje mi wyrwany z ręki i ciśnięty o blat stołu. Spoglądam nieco zdziwiony na wykładowcę, który sam wygląda jakby dopiero wybudził się ze snu zimowego.
Przepraszam, po czym informuję, żeby nie rzucał moim telefonem bo ciężko będzie mu go spłacić. Po tej uwadze następuje kolejny rzut, tym razem w przeciwległą ławkę. Smartfon wykazuje właściwości pancerne i o dziwo nie rozlatuje się. Niewzruszony (nie takie rzeczy obserwowało się w polskich szkołach) wracam do nierównych zmagań koleżanki z nazwami własnymi wysp Indonezji. Teraz jest przynajmniej zabawnie.

W końcu nadchodzi moja kolej. Podchodzę do biurka ze świadomością, że nikomu nie chce się mnie słuchać, a wykładowca jest tu za karę bo przecież „Czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy”.

Na pełnym ekranie wyświetlam zdjęcia i nawijam co ślina na język przyniesie. Opowiadam o konkwistadorach, boomie kauczukowym, poszukiwaczach złota, Indianach, mieście portowym Manaus itd. Nie czytam z kartki. Mało tego, rzucam od czasu do czasu ciekawostkami, których próżno szukać w podręcznikach, cytuję znanych podróżników. Właściwie to nawet nie wiem po co bo i tak większość zebranych nie ma pojęcia kim był Tony Halik.
Na koniec dostaję jeszcze pytanie kontrolne: Z jakim oceanem graniczy stan Amazonas? Gratuluję wykładowcy, że prawie udało mu się mnie nabrać. Widzę jednak, że jest śmiertelnie poważny. Staram się wyjaśnić, że z tego co wiem to z żadnym, a z sali napływają „ratujące sytuację” strzały: Spokojny! Atlantycki! Profesor zaczyna gratulować drugiemu ze snajperów, a ja oczywiście nie mogę zamknąć ryja i proszę go żeby sprawdził w atlasie. Niechętnie zagląda w mapy i następuje krępująca cisza.

Kilka dni później odbieramy wpisy do indeksów. Same 4,5 i 5. U mnie 3+. Nihil novi, jak mawia szlachta.

Część z czytających te wypociny może dojść do wniosku, że sam sobie jestem winien. Bawię się telefonem na zajęciach, zamiast porządnej prezentacji z encyklopedycznymi notkami serwuję opowieści o poszukiwaczach przygód, zwracam uwagę profesorowi i umniejszam tym samym jego autorytet.
Mniej stadni wrócą do słów Marka Twaina i dostrzegą pewien zgrzyt między nauczaniem, a rzeczywistą edukacją. Mam czasem wrażenie, że wszystko rozbija się o tępe kujoństwo (słynne 3xZ) i zaśmiecanie sobie głowy kompletnie nieprzydatnym info, w celu zdobycia papieru. Pytanie tylko, ile taki papier będzie wart?

Następnym razem trochę o survivalu, górach i aktywności fizycznej w kontekście studiów na kierunku „Turystyka i Rekreacja”. Uprzedzam, że będzie hardcore, niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu ;)

avatar
0
22 czerwiec 2015, 12:17
Kajetan Wilczyński