Turystyka na studiach cz. 2

Zapowiadałem ostry pojazd, tak więc do dzieła. Czy ktoś słyszał kiedyś o tym, żeby kierunek Turystyka i Rekreacja został uruchomiony na Politechnice? Takie anomalie występują w tzw. Opolskiej Wenecji. Swoją drogą cuchnie tam podobnie jak w słynnym mieście Dożów, więc nazwę uważam za jak najbardziej trafioną. Wróćmy jednak do tematu. Skoro politechnika to nietrudno się domyślić, że kadry związanej czynnie z turystyką tam nie uświadczymy. Ktoś „mądry” uznał natomiast, że ekonomia, zarządzanie, marketing i inne przedmioty z serii „nazwijmy je inaczej to nikt się nie skapnie, że są o tym samym” wystarczą nam w zupełności. Grunt to zapewnić etaty stałym pracownikom. W zarządzie znalazł się również dywersant, który postanowił dla niepoznaki rzucić studenciakom ochłapy w postaci zajęć praktycznych.

1338118177 by_x1x2x3x4x5x6x_600


Zawsze myślałem, że chodzenie z kijkami jest dobre dla babć, które nie mogą biegać. Myliłem się. Otrzymałem gruntowne przeszkolenie z nordic walking, a na zaliczeniu dowiedziałem się, że nie umiem chodzić, natomiast za wzór piechurów wskazano agentów, którzy na pierwsze piętro wjeżdżają windą, a odległości większe niż 200 m pokonują miejskim (real story).

Były też zajęcia z biegania w formie „Siedzimy na dupach przez pół semestru i pieprzymy o teorii, a na zaliczenie przebiegniemy 1km” Nie było mnie na tych jedynych zajęciach praktycznych, ale dowiedziałem się, że nic nie szkodzi bo i tak mam 4.

Na czwartym semestrze szok i niedowierzanie. Pozwalają mi wybrać jeden z trzech przedmiotów i nie muszę już ryzykować życiem, potykając się o kije. Do wyboru są:

Turystyka Piesza
Po moim trupie! Tutaj muszą kryć się kije. Jak się później okazało, jak zwykle nie miałem racji, bo kryła się wycieczka górska, czyli jedyny słuszny wybór.

Survival
Szybkie spojrzenie na prowadzącego, lekkie zdziwienie bo to prowadząca, a następnie konsternacja bo prowadziła wcześniej zajęcia z „Odnowy Biologicznej”. Nie żebym spodziewał się Beara Gryllsa czy Jacka Pałkiewicza, no ale bez przesady. Kolega opowiadał potem całkiem zabawne historie o tym jak kolesinka kazała im przykryć dach szałasu suchymi liśćmi, gdyż ścięcie gałęzi leszczyny jest be i tak postępują tylko niegrzeczne dzieci. Nie dopytywałem jak sklepienie z suchych liści zachowywało się na wietrze... W każdym razie kolega próbował ratować sytuację ścinając paproć, za co został przeklęty w obliczu całej grupy. „Walka o przetrwanie” toczyła się w zagajniku, otoczonym w promieniu kilometra drogami szybkiego ruchu.

Turystyka Rowerowa
Na drodze eliminacji pozostała tylko ona. Trenowało się kiedyś downhill w wersji dla niedołężnych, przemierzało rowerem Norwegię, Czechy, więc czemu nie. Oczywiście okazało się, że wycieczki będą dwie w obrębie Opola, a reszta to zajęcia teoretyczne. Na całe szczęście pojawiła się alternatywa dla spania przy prezentacjach. Wraz z trzema kolegami zostaliśmy oddelegowani do piwnic, wyglądających niczym podziemia Mordoru, aby tam przywrócić do życia uczelniane rowery. Mógłbym w tym miejscu zastanawiać się gdzie idą środki przeznaczone dla polibudy, skoro nigdzie nie jeździmy, a sprzęt ma jakieś tysiąc lat i jest serwisowany przez niewolników takich jak ja. Mógłbym, ale mam to gdzieś. Wolę wymieniać dętki i regulować przerzutki, niż bezczynnie odliczać sekundy
do końca zajęć.

Przyszłość maluje się w równie jasnych barwach. Kolejne aktywności do wyboru to narciarstwo (płać gruby hajs), żeglarstwo (płać jeszcze grubszy hajs) i Turystyka Wiejska - już po samej nawie widać, że przedmiot specjalnie dla wieśniaków, którzy nie zamierzają płacić za studia dzienne, czyli dla mnie. Powiedzmy sobie szczerze, za 600 zł (żeglarstwo) można ogarnąć niezły, zagraniczny trip. W alternatywie do użerania się z armią ekonomistów i przestrzegania ok. miliona punktów BHP wypada to aż nazbyt kusząco.

Jaki był właściwie cel tych dwóch wpisów? Pohejtować mogę sobie przecież wśród kumpli, nie potrzebuję do tego internetu. Zanim zacząłem Turystykę i Rekreację na Politechnice Opolskiej zasięgnąłem opinii i okazało się, że jest iście wyczepiście. Problem polega na tym, że istnieją różne definicje „wyczepistości”. Tutaj chodziło o tę najbardziej popularną:

Na uczelni nic się nie dzieje, dzięki czemu jest więcej czasu na imprezowanie, bo przecież na tym polegają studia.

Morał z tego taki: Jeśli Wasza definicja „wyczepistości” jest inna, lepiej dwa razy zastanówcie się nad wyborem tego kierunku. Przynajmniej jeśli chodzi o Politechnikę Opolską.

Następnym razem wracam do gór, hejtowanie już mi zbrzydło ;)

avatar
0
23 czerwiec 2015, 12:16
Kajetan Wilczyński