Ucieczka przed bólem...

Ostatnia, poniedziałkowa zdobycz wpisuje się w ten trend. Któż nie kojarzy tej słynnej drogi mającej już blisko 20 lat. Nie oszukujmy się. Autorskie prowadzenie na tej gładkiej płycie było w pewnym sensie wizjonerskie. Spoglądając na nią z dołu trudno dostrzec jakiekolwiek chwyty, a wspinaczka po niej wydaje się zupełną abstrakcją.

Beztytułu

Droga wpisuje się w nurt old-school, w którym wyszukiwano pionowych płyt z jak najsłabszą rzeźbą. Niestety niesie ona mało przyjemne doznania estetyczne. Chwyty nie dość, że małe i ostre to na dodatek wyrzynają dziury w palcach w tempie ekspresowym. Tyran z moich ust częściej słyszał obelgi niż pochwały. Po złapaniu kluczowego odciągu i zrobieniu najtrudniejszego ruchu do dziury na 3 palce, pierwszą rzeczą było spojrzenie na opuszki palców czy zostały rozcięte czy też nie. Mogę tylko się cieszyć, że przygodę z tą drogą udało mi się zamknąć w 2 dniach i nie muszę już na nią jeździć. To jest chyba najlepsza nagroda.

Tak jak ostatnio pokonaną Arachnofobię, tak i Tyrana polecam wszystkim koneserom jurajskim.

Cruxa pokonałem swoimi patentami. Lewego robinhoodka złapałem prawą ręką na odciąg, lewą przez słaby podchwyt daleko w bok do obłego odciągu, podejście na nogach i strzał lewą ręką do dziury na 3 palce. Prawego robinhoodka i bardzo słabej dziurki obok na 2 palce w ogóle nie używałem.

avatar
0
21 październik 2014, 09:05
Łukasz Dudek