W rytm deszczu...

W rytm deszczowych dni toczy się nasza skalna działalność. Ostatnie dni trzeba było planować spontanicznie. Mokra skała w Siuranie zmusiła nas do ruszenia się w mało znany ale przedniej urody rejon Masriudoms. Ogromna grota usiana systemem kaloryferów przypomina bardziej przewieszone sektory Rodellar niż Siurany. Najdłuższe drogi sięgają 60 merów sprawiając, że wspinaczka zamienia się w istne maratony. Przyzwyczajony w ostatnich miesiącach tylko do bulderowania nie czuje się tu komfortowo. Szybko puchnące przedramiona zamieniają wspinaczkę w koszmar. Alex chyba czuje się podobnie lecz mimo wszystko podnosi swój rekord OS do stopnia 8b. Ja spadam z ostatnich metrów tej samej drogi i na pocieszenie pozostaje zrobienie oesem dwóch 8a+.

Masriudoms -_pod_sciana-m

 

Dnia następnego znów jesteśmy pod La capella. Tym razem przez dłuższą chwilę zatrzymuje się przy pierwszym cruxie. Choć wielokrotnie jestem bliski pokonania tego miejsca nie udaje mi się tego dokonać. Przenoszę się na górnego cruxa. Odnajduję ciut łatwiejszą sekwencję na 2 przechwyty ale nie mogę ich połączyć z wcześniejszym ruchem :) Dla obserwatora stojącego na ziemi moje próby są bardzo dalekie od ideału ale czuję, że wykonałem kolejny mały kroczek do przodu i nadal wierzę, że mogę przejść ją w ciągu, choć droga do tego jest jeszcze długa. Na koniec dopatentowuje ostatni pionowy odcinek drogi ceniony na linowe 7c+.

Zbliżający się front deszczowy spowodował 3 dzień wspinaczkowy z rzędu. Tym razem pierwsze skrzypce ma grać Alex. W tym celu wyjeżdżamy na jeden dzień do Margalefu, w którym została mu zaległość za 8c+ z poprzedniego miesiąca. Miałem być tylko asekurantem ale trudno się oprzeć pięknej skale i w ramach dniach odpoczynku przechodzę oesem 8a. Alex niestety nie kończy drogi, choć był tego bardzo bliski. Cóż, trzeba przyjechać raz jeszcze….

Masriudoms-m

 

avatar
0
07 kwiecień 2014, 09:59
Łukasz Dudek