Wiosna

   A w sobotnie popołudnie w Sokolikach pojawiło się słoneczko. Pierwszy dzień wiosny sprawił nam niespodziankę. Nam, i jeszcze paru stęsknionym osobom, które wbrew prognozom pogody zdecydowały się przyjechać. Szliśmy, nie śpiesząc się za bardzo, przez polanę do Szwajcarki. Nic się nie zmieniło.
  Rzeka płynie sobie niezmiennie, kozy pasą się obojętnie, 9up stoi jak stał... W Szwajcarce Grzegorz, który "przetrwał" swoją pierwszą zimę. Zakurzyliśmy papierosa, pogadaliśmy chwilę.
   Potem przez "hell", na Jastrzębią. W połowie drogi, udało nam się zobaczyć dzika, który dostojnym tempem biegł tylko sobie w wiadomym kierunku. Na Jastrzębiej "wisiała" dwójka wspinaczy. Wędkowali "Mandalę Życia”(VI.2), drogę, którą stawiam sobie za cel w tym roku. Jako drogę sportową rzecz jasna. Bo wyzwań i celów, jakie wyznaczyłem sobie na ten rok, mało nie jest. Ale wszystko w swoim czasie. Po kolei. Teraz wzmacniam te swoje fortepianowe palce jak się da i gdzie się da. Kto wie, może napiszę kiedyś poradnik? np. - "Trening całkowicie nieprofesjonalny". I tak, zaczynamy rano:
 
 8:00  - Preludia i Fugi J.S. Bacha – (poprawiają równowagę ducha)
10:00 - bieganie – (zwiększa wydolność podejmowania decyzji życiowych)
11:00 - praca (jakkolwiek smutno to brzmi)
15:00 - obowiązki (jakkolwiek tajemniczo to brzmi)
18:00 - etiudy Chopina – np. cis-moll op.10.nr 4 – (polepszają chwytliwość palców)
19:30 - panel – (okazja do zweryfikowania swojej słabej formy)
21:30 - spotkania towarzyskie przy minimalnej acz niezbędnej ilości alkoholu – (okazuje się, że nasza forma jest całkiem niezła)
 
   No, ale nie o tym dzisiaj. Poszliśmy dalej, wdychając po drodzę zapach lasu i ziemi. Przy Sokoliku zastaliśmy zaskakującą sytuację. Otóż, kilkoro młodych osób wisiało na linach w zaskakujących miejscach a co gorsze, pozycjach. Wisieli, ale żeby zdziwienia napełnić czarę... czytali książki. Biłem się z myślami, czy pytać o celowość zadania, czy tez zostawić sobie tą zagadkę i niczym Antystenes,  próbować resztę życia spędzić na jej rozwiązaniu. Nie wytrzymałem jednak i pytam jednego z wiszących:
- Słuchaj, przegraliście zespołowo jakiś zakład? albo karę jakąś macie?
- Eeee....nie, na kursie jesteśmy...
- o cholera - wymsknęło mi się - A jaki to kurs?
- Survivalu...
   Pogratulowałem zuchwałej pomysłowości Instruktorowi i poszedłem "dotknąć" kamieni . Nie licząc zbytnio na pogodę wziąłem ze sobą tylko "buciki", tak na wszelki wypadek. Tak, na krótkie przywitanie, po kilku miesiącach nieobecności. Skała przyjazna, choć zimna. zrobiliśmy kilka baldów, i około godziny siedemnastej zaczęliśmy schodzić na Tabor. A na Taborze puściutko... Sławek ściął brzózkę ,więc drewna na ogień było sporo. O ogniu i wieczorach w Sokolikach pięknie napisał Bogdan Jankowski( opowiadanie to można przeczytać w przewodniku Michała Kajcy – Góry Sokole) kto nie czytał, tego odsyłam, koniecznie. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy i pożegnaliśmy się... na chwilę tylko.
 
 
Autor na_Pegazie
 Autor na Pegazie
 
 
Komin na_Sukiennicach
 
Komin na Sukiennicach
 
Tabor pod_Krzywą
 
Tabor pod Krzywą
avatar
0
23 marzec 2015, 09:23
Daniel Grupa