Z plecakiem na koncerty

   I tak przebiegł maj, ustępując miejsca czerwcowi. Dla jednych te miesiące to szlifowanie formy na cotygodniowych wypadach w skały, a dla mnie to czas koncertów. Zazwyczaj ten czas wyklucza mnie z weekendów wspinaczkowych, a w środku tygodnia znaleźć partnera lub partnerkę łatwo nie jest. (I nie mam tu na myśli nic innego niż konotacji wspinaczkowych;)

   Wiedząc o tym, szukam miejsc w miastach, które odwiedzamy, do biegania, a czasem i do wspinania. W tym roku szczęśliwym zbiegiem okoliczności(zdarzają się i takie) koncertowanie rozpoczęliśmy od miasteczka … Rytra:) Pięknie położone, nad Popradem, w samym sercu Beskidu Sądeckiego. W dniu koncertu udało mi się przebiec kilka kilometrów w stronę ruin zamkowych, natomiast dwa dni później(zostaliśmy, przygotowując na próbach materiał koncertowy który miał swoistą „premierę” kilka dni później w Nowym Sączu) pobiegłem w góry z zamiarem zdobycia Wielkiej Przehyby(1191 m).

   Mieszkaliśmy w hotelu, niedaleko parku linowego, jak i drogi, która po dwóch kilometrach skręcając do lasu, zamieniała się w niebieski szlak. Wyszedłem rano. Podczas całej wycieczki padał lekki deszczyk a im wyżej wchodziłem tym większa była mgła. Ja mam trochę kłopot z Beskidami...za każdym razem jestem trochę „przy okazji”. Nigdy nie udało mi się znaleźć na tyle czasu aby pojechać w te góry i z należytym spokojem ducha pochodzić po nich, odnaleźć ich ukryte piękno. Szerokie drogi, które prowadzą na grzbiety gór, bukowe lasy, wszędobylskie strumyki, w moim odczuciu określają ich spacerowy charakter. W drodze na Przehybę, nie spotkałem nikogo. W schronisku nie dane mi było zachwycić się panoramą Tatr widoczną ze schroniskowego balkonu. Cały czas było bardzo mglisto i deszczowo. Dostałem za to telefon z zapytaniem:
 - Daniel, a Ty nie schodzisz na próbę???
 - Schodzę – odpowiedziałem odrobinę zamyślony i już 15 km później siedziałem przy instrumencie szlifując formę. Formę utworów muzycznych.

   Zaraz po koncercie w Nowym Sączu pojechaliśmy do Warszawy, gdzie następnego dnia graliśmy koncert. Jak wiadomo gór, pogórzy i strumyków nie ma tam żadnych, więc poszedłem spać;)

   Trzy dni później, wyprany i przepakowany jechałem już do Sopotu na Super Hit Festiwal w Operze Leśnej. Formuła Festiwalu jest dość zawiła, więc rozpisywać się o nim nie będę, ale... w odległości trzech kilometrów od miejsca naszego zamieszkania, znajdowała się ścianka wspinaczkowa. Jedna z najstarszych i najwyższych w Gdańsku – Elewator. Przez dwa dni dzielnie, wraz z namówionym przeze mnie współlokatorem Tomkiem, pokonywaliśmy metry w górę. W pewnym momencie, podczas wspinania, zapaliła się czerwona lampka, wołając o litość dla rąk. Posłusznie odpocząłem kilka minut i mając na uwadze, zbliżający się koncert, zdjąłem uprząż, spakowałem plecak i pojechałem do hotelu prasować białą koszulę...

 

beskid1

Poprad

beskid2

Hala Konieczna

beskid3

Schodzę...

beskid4

Na szlaku do Rytra

beskid5

Szlifujemy formę;)

beskid6

Trening przed koncertem

beskid7

Na próbach przed Festiwalem

avatar
0
01 czerwiec 2015, 08:03
Daniel Grupa