DSC 0224_LR

Po raz kolejny gwałtownie zrywam się ze snu, odruchowo skrywając głowę w ramionach. Ponownie doznaję ogromnego uczucia ulgi. I tym razem to nie świst latających kamieni różnych gabarytów wokół naszych głów czy spod naszych stóp. To tylko gwizdy silników motocykli, przejeżdżających raz po raz ruchliwą drogą obok pobocza gdzieś w okolicy Misuriny, na którym próbujemy odespać, choć po części ostatnią, ciężką noc.