Trudno mówić o posiadaniu zestawu swoich ulubionych szlaków na początku górskiej przygody, gdy przeszło się ich raptem pięć na krzyż, a głód eksploracji ciągnie ku nowym, tym jeszcze nieznanym i niezdobytym. Trudno mówić o tym i po paru latach regularnych górskich wypraw, tyle że już z innych powodów.

Bo jak tu wybrać, gdy właściwie lubi się wszystkie? Jeden za widoki, drugi za emocje, powodowane trudnościami, jeszcze inny za miłe wspomnienia, jakie przywołuje myśl o nim. Po pewnym czasie coraz mniej okrywamy w górach – szczyty układają się w znane nam już konstelacje, już wiemy, jaka dolina kryje się za wyrastającym przed nami skalnym murem. Natomiast zaczynamy powracać. I choć przyjemnie wraca się właściwie wszędzie, każda trasa jawi się dużo przyjemniej niż siedzenie w mieście, to jednak są takie miejsca, gdzie wraca się najchętniej.