Noc przy Tete Rousse okazała się (ponownie) burzowa. Nie było w tym już jednak zbyt dużo romantyzmu, nie podziwialiśmy przesuwających się po niebie błyskawic. Z duszą na ramieniu, po kolacji, opuściliśmy ciepłe, suche schronisko i udałyśmy się do Namiotki. Śpiwory przykryłyśmy folią NRC, bo wiedziałyśmy, że w takich warunkach nasz namiot zacznie przeciekać. Nie myliłyśmy się za bardzo. Poranek po burzy, naturalnie piękny. Tylko nasze morale trochę opadły, część rzeczy była mokra, a dodatkowo dotarła do nas informacja, że nikt nie wyrusza w górę bo znowu ma być burzowo...