Ostatnio w weekend byłem ze znajomymi z "Razem Na Szczyty" na Śnieżce. I po raz kolejny (już kilkakrotnie o tym wspominałem) zastanawiała mnie cała ta sytuacja, logika i opłacalność takiego wyjazdu. O co mi chodzi? Już mówię. Dosyć często podczas tych dwóch dni myślałem: CO JA TU ROBIĘ i OGÓLNIE CO WŁAŚCIWIE SPRAWIA, ŻE TAK BARDZO LUBIĘ GÓRY I PRZEBYWANIE TAM...

Bo czy można racjonalnie wytłumaczyć fakt, że wstaje się bladym świtem w sobotę w domu, jedzie kilka godzin autem do Karpacza, wchodzi się na Śnieżkę mając obiektywne problemy z poruszaniem, zdziera się paznokcie z palców u nóg, śpi gdzieś w schronisku, je średnio dobre jedzenie i po tym wszystkim wraca się w niedzielę znów do Łodzi. I pytanie brzmi: czy to wszystko ma sens?