Każdy krok to chwila niepewności. Zapadnę się po pachy, po pas, a może „tylko” do kolan? Wokół mgła, którą mam ochotę chlasnąć nożem i wyciąć w niej okno z widokiem na te kilka metrów przed sobą. Pod nogami czubki młodych świerków, zdają się ostatkiem sił przebijać przez zwały śniegu, aby zaczerpnąć trochę mroźnego, górskiego powietrza. Tego samego, którego my mamy już serdecznie dość. Od kilku godzin maszerujemy, a właściwie pełzniemy rzadko uczęszczanym szlakiem z Iglicznej w kierunku Czarnej Góry. Moglibyśmy odpuścić, zawrócić, uznać, że warunki nas przerosły. Niby po co mielibyśmy przemarznięci, przemoczeni i zmęczeni drążeniem śniegowego korytarza, brnąć dalej ze świadomością, że będzie tylko gorzej? No właśnie, po co?

advszczyt

Słoneczny poranek i widok skąpanych we mgle szczytów wynagrodził nam wszystkie trudy poprzedniego dnia.