Obładowani sprzętem niczym Szerpowie na Evereście, schodzimy z górskich łąk. Teraz już tylko zapakować się do samochodu i "home sweet home". Nic z tego. Na naszej drodze staje dziadek, żywcem wyjęty z filmów o amerykańskich prepersach. Długa, siwa broda, opadająca na pokaźnych rozmiarów bęben i obowiązkowy mundur polowy. Jako, że opiernicza nas po czesku to rozumiemy z tego średnio co drugie słowo. Idziemy za nim do miejsca, w którym zaparkowaliśmy i wszystko staje się jasne. Przez chwilę podziwiam zmyślną blokadę, polegającą na otoczeniu naszego samochodu belami słomy.

pepik3236