Jest dwudziesta trzecia dwadzieścia trzy. 4 miesiące i z 10 tysięcy kilometrów później. Dużo, mało? Nie wiem. Nie jestem zmęczona. Jestem podekscytowana jak dziecko, więc szybko wysiadam z samochodu i biegnę otworzyć bramę. Wjeżdżam na podjazd, zabieram z zapakowanego po dach auta nowe buty narciarskie (taka autonagroda za to, że kolejny raz dotrwałam do końca sezonu), kosmetyczkę i piżamę. Resztę zostawiam, nic się nie stanie jak do rana sobie poleży w samochodzie.

2323