Żyję w XXI wieku. Świat i ludzie pośród których funkcjonuję wymagają ode mnie ciągłego parcia naprzód. Codziennego odróżniania dobra od zła. Prawdy od fałszu. Porównywany jestem z innymi na chodniku, w galerii - ba - nawet na parkingu niemieckiego sklepu, zwanego dyskontem, gdzie drogie wino zamienia się w tanie wino, a w poniedziałki i czwartki można zobaczyć walki osiedlowych gangów, o torebki znanej firmy galanteryjnej, albo tani filet z mintaja złowionego przedwczoraj na cholernie dalekim zakątku Pacyfiku. Gdy miarka się przebiera, nawet najtwardszy korpoczłowiek, ucieka ze swojego boxu i szklanego biurowca i zatraca się na chwilę w zajęciu, które chociaż w weekend pozwoli mu odrobinę odetchnąć.

Dla mojego kolegi Darka (zmieniłem mu imię, niech się poczuje jak Tomy Lee Jones w Ściganym) ucieczką jest przejażdżka na swoim "bajku" kupionym za komunijne miliony. Dla Maklera, kasyno. Dla Rafalali książki o tym, jak Ned Stark walczy z Joffrey'em Baratheon'em o to, kto komu i za co ma obciąć łeb. Dla Lukiego sposobem na ucieczkę jest najnowszy sezon FIFA na PS4 i jego PSG w lidze francuskiej, gdzie zaciętość rywalizacji zmierzyć można tylko liczbą uszkodzonych pad-ów. To moi kumple.