To miała być noc w górach, pod rozgwieżdżonym niebem. Sami rozumiecie, klimat jak z filmów przygodowych i westernów. Szkoda, że w realu wygląda to trochę inaczej, a przekonanie się o tym bywa bolesne.
- Cholera jasna!- syknąłem, sam nie wiem czy ze względu na komara, który wbił mi się w ucho, czy dlatego, że zaraz potem trzasnąłem się w nie z całej siły. W tym samym czasie kolejny urżnął mnie w czoło. Tego było już za wiele. Zmiana taktyki! Przeniosłem się na częściowo osłonięty plandeką „parter” mojego schronienia, wybudowanego przy użyciu beli siana. Zaraz, zaraz, a skąd ja je wytrzasnąłem w górach? To chyba dobry moment, aby wspomnieć o jakiej miejscówce będzie dziś mowa.

1

Plandekę rozłożyłem na wypadek deszczu. Jak się później okazało, nocą musiałem odpierać pod nią ataki krwiożerczych bestii ;)