Obie skalne półki, na których opieram ciężar ciała są śliskie od wody, spływającej po ścianach sztolni. Pomiędzy nogami zieje pustką szczelina. Nie mam pojęcia jak głęboka. Jej dno skrywają nieprzeniknione ciemności. Robię krok do przodu i prawa stopa ześlizguje się ze skały. W jednej chwili napinam mięśnie całego ciała i klinuję się pomiędzy ścianami. Nie poleciałem w dół tylko dzięki wcześniejszej ocenie sytuacji. Jeszcze przed wejściem na półkę zauważyłem, że ściany szczeliny znajdują się dość blisko siebie. Miałem pewne doświadczenie we wspinaczce zapieraczką, mogłem więc opracować plan B, na wypadek utraty równowagi. Tylko dzięki niemu kontynuowałem teraz przejście, zamiast bezwładnie opadać na dno.

szczelinabloggorski3