Przez Tatry przetoczyła się w niedawnym czasie "czarna seria". Nie przepadam za tym określeniem, jest ono w moich oczach trzepaczką do bicia medialnej piany, a już zwłaszcza w tych mediach, które na co dzień o górach się nawet nie zająkną. Ale niech będzie, przynajmniej wszyscy od razu wiedzą, o co chodzi.

W przeciągu półtora tygodnia wydarzyło się na terenie całych Tatr (a nie tylko polskich, jak pisały wspomniane wyżej, zielone w temacie gór, mainstreamowe media) kilkanaście wypadków ze skutkiem śmiertelnym. Dużo. Wyjątkowo dużo.