Wielki hart ducha i połowiczny happy end

Kategoria: Literatura / Recenzje

To była tragedia, którą cały świat mógł śledzić na żywo. 25 stycznia 2018 r. Élisabeth Revol i Tomasz Mackiewicz weszli na szczyt Nanga Parbat. Niestety, zamiast radości, zaczęła się dramatyczna walka o przetrwanie. Élisabeth Revol przetrwała, dzięki brawurowej akcji polskiej ekipy spod K2. Tomek Mackiewicz został w szczelnie na wysokości ok. 7200 m. n.p.m. na zawsze. Po dwóch latach na polski rynek dzięki wydawnictwu Agora trafiła książka „Przeżyć. Moja tragedia na Nanga Parbat”, w której ocalała Revol bardzo szczegółowo opisuje wydarzenia z „Nagiej Góry”.

„Dopiero świta, a wierzchołek grani Mazeno już lśni w ostrych promieniach słońca. Światło jakby wydobywało się z otchłani. Krajobraz się otwiera, niebo z szarego zmienia się w niebieskie. Zapowiada się ładny dzień. Nareszcie! Zła pogoda na trzy tygodnie zatrzymała nas w Kutgali, 3800 metrów nad poziomem morza. Nad Nangą szalał jet stream, na wysokości 6500 metrów szybkość wiatru nie schodziła poniżej 70-80 kilometrów na godzinę, wyżej mieliśmy zaś burzę i wiatr sięgający 150 kilometrów na godzinę. Dzisiaj wreszcie wyruszamy na szczyt Nanga Parbat!” (s. 11)
Opowieść zaczyna się bardzo optymistycznie, koniec wszyscy znamy. Ta książka to bardzo dokładny zapis tej tragedii z perspektywy jej uczestniczki, w żadnym wypadku nie jest to jej biografia (choć retrospekcji, nawet do dzieciństwa, nie brakuje). Psychologia mówi nam, że jednym ze sposobów na wyleczenie traumy jest jej bardzo dokładne opowiedzenie bądź opisanie. Wanda Półtawska, więźniarka KL Ravensbrück i przyjaciółka Jana Pawła II, w swojej świetnej książce „I boję się snów” opisuje, jak po powrocie na wolność długo nie mogła spać. Psycholog polecił jej, aby usiadła i dokładnie opisała cały swój czas spędzony w obozie koncentracyjnym. Kosztowało ją to wiele wysiłku, ale od tej pory mogła już normalnie sypiać. Podobnie rzecz wygląda w przypadku Élisabeth Revol. Niemal cudem przeżyła, ale musiała na pewną śmierć zostawić swojego przyjaciela. Opisanie trzech krytycznych dni na Nandze, niemal minuta po minucie, faktycznie pozwoliło Francuzce wyleczyć się z traumy. Dodatkowym elementem terapii było wejście na Mount Everest i Lhotse w maju 2019 r. – też opisane w książce. Na pewno więc ta książka była jej bardzo potrzebna. Ale czy jest także potrzebna czytelnikom?

0104revol

Odpowiedź brzmi – zdecydowanie tak. Nie jest zbyt obszerna (204 strony + dodatek ze zdjęciami), ale niesamowicie trzyma w napięciu od samego początku do końca. Możemy się poczuć, jakbyśmy wtedy byli z Éli i Tomkiem na zboczach Nangi. Od samego początku schodzenia ze szczytu „Czapkins” był jedynie balastem, cała odpowiedzialność za działanie i decyzje spoczęła na drobnej kobiecie. Udało im się zejść razem do 7200 m. n.p.m. – dalej nie było możliwości, Tomek nic nie widział, miał zamarznięte dłonie i twarz. Szczególnie przejmujący jest moment, kiedy powiedział jej, że nie jest w stanie rozłożyć dłoni zaciśniętej w pięść… Francuzka zdała sobie wtedy sprawę, że jej partner dalej już nie pójdzie. Cały czas była w kontakcie ze swoim przyjacielem Ludwikiem Giambiasim, który przekazywał jej dość niejednoznaczne komunikaty; „zaplecze”, czyli Giambasi i reszta osób organizujących akcję ratunkową, niemal na 100% wiedzieli, że dla Mackiewicza nie ma już ratunku i gra toczyła się o sprowadzenie Éli jak najniżej. Stąd informacja, że po Tomka przyleci helikopter, co oczywiście nie było możliwe.

„Przeżyć. Moja tragedia na Nanga Parbat” to szczegółowa relacja z samej tragedii, ale także z rozterek głównej bohaterki już po tym, jak została uratowana. Kiedy Adam Bielecki i Denis Urubko bezpiecznie odstawili ją do helikoptera, od razu zaczęła analizować wydarzenia ostatnich dni. Długo docierało do niej, że dla Tomka nie ma już szans.
„W Islamabadzie i potem, w szpitalu w Sallanches, wciąż nie byłam w stanie przyjąć do wiadomości, że ratownicy nic więcej nie mogą zrobić, że nie przyleci żaden helikopter, żeby go uratować. Mój mózg nie godził się na to, że Tomka już nie ma!” (s. 158)
Szczęśliwie Élisabeth Revol wyleczyła się ze wszystkich odmrożeń i obyło się bez amputacji. Powrót do równowagi psychicznej był dużo trudniejszy:
„Przeszłam przez to, co nazywa się etapami żałoby. Najpierw gniew. Byłam wściekła na wszystkich, przede wszystkim na siebie samą, ale także na Ludovica, na pakistańskich ratowników, na naszego agenta Alego, a nawet na Tomka. Przepełniało mnie współczucie, a jednocześnie byłam na niego zła za łamanie zasad bezpieczeństwa, które wspólnie ustaliliśmy: zawsze słuchać swojego ciała, zachować zapas sił, nie narażać się na niebezpieczeństwo, nie podejmować ryzyka innego niż to, które nieodłącznie wiąże się z wysokogórską wspinaczką, ostrzegać innych, uważnie planować zejście. Miałam do niego ogromne pretensje, bo nie wpada się w górach w takie tarapaty, gdy ma się tak duże doświadczenie! (…) Tym razem Tomek zlekceważył jakieś znaki ostrzegawcze, bez wątpienia tak było. Ja też nie umiałam ich dostrzec, nie potrafiłam w odpowiedniej chwili zarządzić odwrotu.” (s. 160-161)
Kolejny raz pojawia się najtrudniejszy dylemat każdego wspinacza; każdy marzy o tym, aby nigdy go to nie spotkało: twój partner nie jest w stanie dalej iść, a ty nie możesz mu w żaden sposób pomóc. Jedyne sensowne rozwiązanie to pożegnać się z nim i ratować siebie, ale jak z punktu widzenia moralności można się na to zdecydować? Oczywiście Élisabeth Revol nie daje odpowiedzi na to pytanie, stanowi jedynie kolejne studium przypadku. Jak w każdym – wątpliwości pozostaną już na zawsze. Narracja książki kończy się w tym samym momencie, w którym się zaczyna, czyli wejściem głównej bohaterki na Mount Everest i Lhotse w maju 2019 r. Wtedy zakończyła się jej terapia po traumie z Nangi. Jest to jakaś namiastka happy endu w tej smutnej opowieści.
Książka zawiera też kilka ciekawych dodatków. Przede wszystkim biogram Élisabeth Revol i jej wszystkie osiągnięcia górskie, na wielki plus także graficzne przedstawienie i opis wszystkich dróg prowadzących na szczyt Nanga Parbat, do tego przydatna mapka. Trzeba jeszcze wspomnieć o trzech rozdziałach: „List do Tomka”, „W hołdzie Tomkowi Mackiewiczowi” oraz „Adam Bielecki i Denis Urubko, lodowi gladiatorzy”. Na końcu zwyczajowe podziękowania i garść zjawiskowych zdjęć z wyprawy Élisabeth i Tomka.
Książka Élisabeth Revol „Przeżyć. Moja tragedia na Nanga Parbat” zapewne nie wejdzie do klasyki publikacji górskich. Główna bohaterka i autorka zadaje sobie wiele pytań: co można było zrobić podczas wyprawy, aby nie zakończyła się tragedią? Odpowiedzi w książce brak, natomiast doświadczeni himalaiści, po dokładnej analizie, nie mieliby problemów ze wskazaniem błędów, które skutkowały śmiercią Tomka Mackiewicza. Nie jest to na pewno książka, na podstawie której ktoś będzie uczył się wspinaczki. Była niezwykle potrzebna samej Élisabeth Revol, która musiała uporać się z traumą. Nie da się ukryć, że jest dobrze napisana i trzyma w napięciu. Akcja na Nanga Parbat była bardzo głośna, więc nie ma się też co dziwić, że Wydawnictwo Agora zdecydowało się na publikację polskiej wersji. Stanowi cenne uzupełnienie wydanej rok wcześniej biografii Tomka Mackiewicza, którą napisał Dominik Szczepański. Myślę, że warto sięgnąć po książkę Revol – na pewno pomoże lepiej zrozumieć dylematy ludzi gór.

Bartosz Bolesławski

Komentarze

  • Brak komentarzy...

    Dodaj komentarz


    Konkurs Fotograficzny "Górski Kalendarz"

    male dolomity

    Popularne

    Blogi

    FundacjaTOPR 271x62_v1

    TOPR SystemMonitoringuPogody_271x62

    Zagrożenie Lawinowe w Tatrach

    Statystyki

    • Artykułów: 10148
    • Odsłon artykułów: 28575708
    
    ';