Recenzje

Polacy mają na swoim koncie wiele dokonań w różnych dziedzinach. Jeżeli chodzi o świat gór to naprawdę mamy się kim pochwalić w himalaizmie i alpinizmie. W momencie kiedy dostałam tę książkę do recenzji byłam pełna niepewności, przecież pojawiły się już publikacje na temat wielkich odkrywców, czego zatem mogę spodziewać się po tej książce? Czy znajdę tu coś nowego?

Czy „Nanga Parbat. Śnieg, kłamstwa i góra do wyzwolenia” to książka o kłamstwach, braku współpracy między himalaistami i zapomnianych górskich ideałach? Nie.

„Nie oceniaj książki po okładce”. To zdanie nabrało dla mnie prawdziwego znaczenia po przeczytaniu książki Moniki Rogozińskiej pt. „Lot koło Nagiej Damy”. Kiedy otrzymałem od wydawnictwa egzemplarz recenzencki zastanawiałem się, jaka podróż mnie czeka.

Osiemnastokilogramowy plecak, a w nim absolutne minimum: nieduża plandeka z żeglownego nylonu zamiast namiotu, wydrukowane na drukarce wielkoformatowe mapy, niewielki aparat fotograficzny, lokalizator satelitarny, uzdatniacz wody, polisa ubezpieczeniowa i list opisujący projekt przetłumaczony na język perski w razie awaryjnych sytuacji.

Jest mało prawdopodobne, żeby ci co są zainteresowani tą książką, wymagali wprowadzenia do historii wejścia. Zostało to z resztą omówione w różnych czasopismach, recenzjach, opiniach i w całym Internecie. Jest jednak jedna sprawa, o której chciałbym napisać na wstępie, dla jasności. Jako wspinacz i historyk alpinizmu czytam [prawie wyłącznie] książki poświęcone tematyce górskiej, od ponad trzech dekad. Szczególnie interesują mnie góry Pakistanu, a zwłaszcza K2 i Nanga Parbat.