Ratownictwo narciarskie PTTK Ski Patrol

Każdej zimy na trasach narciarskich pojawiają się setki tysięcy osób. Pomimo małej liczby gór i nizinnego charakteru naszego kraju, jazda na nartach i snowboardzie cieszy się ogromną popularnością, czego dowodzi powstawanie nowych wyciągów i modernizacja starszych polegająca na wymianie wyciągów orczykowych na krzesełkowe, nawet na krótkich stokach. Inwestycje takie zrównały poziom jakości naszych wyciągów i tras z krajami alpejskimi. Praktycznie w każdym województwie znajdują się dziś wyciągi, trasy narciarskie i biegowe. Dodatkowo, szalenie dynamiczny renesans przeżywa turystyka narciarska za sprawa upowszechnienia się sprzętu skiturowego.

Rozwój narciarstwa stworzył cały segment gospodarki, generując miejsca pracy poczynając od wytwórni sprzętu, sklepów sportowych, hotelarstwa i gastronomii, transportu aż po usługi, jak obsługa wyciągów, ski serwisy, szkoły narciarskie i organizacja zawodów. Generuje też niestety sporo pracy ortopedom. Działanie stacji narciarskich wymaga więc zapewniania bezpieczeństwa, w tym asekuracji ze strony ratowników. Rosnąca liczba narciarzy pociąga za sobą wzrost liczby wypadków i kontuzji. Okres zimowy związany jest nie tylko z rekreacją, ale też z kosztami największej w roku liczby wypadków.
Każdej zimy dochodzi w Polsce do ok. 3 tys. wypadków narciarskich. Analizując statystyki GOPR i TOPR, zauważyć można kilka prawidłowości. Najczęściej do wypadku dochodzi w pierwszej godzinie natężonego ruchu, a więc nie w pierwszej godzinie pracy wyciągów, lecz około godz. 10-ej. Również wieczorna jazda przy sztucznym świetle nie jest bezpieczna, bowiem ma miejsce wówczas aż jedna trzecia takich zdarzeń. Typowymi urazami narciarskimi są kontuzje kończyn dolnych, stawu kolanowego, złamania i stłuczenia, natomiast snowboardziści najczęściej ulegają kontuzjom barków i nadgarstków. W 75 proc. poszkodowanymi są narciarze trasowi, w 20 proc. snowboardziści, a pozostałe 5 proc. stanowią inni użytkownicy śnieżnych tras (narciarze skiturowi, biegowi). Wypadkom ulega najczęściej młodzież (35 proc.) i osoby w wieku do 30 lat (25 proc.) a także osoby w wieku średnim (31-40 lat),z których co piąta jest ofiarą (20 proc.). Znacznie rzadziej natomiast (20 proc.) poszkodowanymi są osoby w wieku dojrzałym i starszym (od 41 w górę), co oznacza, że doświadczenie w uprawianiu narciarstwa skutkuje lepszą techniką jazdy i zachowaniem ostrożności na stoku. Pośród bezpośrednich przyczyn wypadku wskazuje się w 75 proc. utratę kontroli nad nartami, w 20 proc. zderzenia a w 5 proc. wypadków inne przyczyny. Ratownicy wskazują brawurę narciarzy oraz niedostosowanie prędkości zjazdu do warunków panujących na trasach, przecenianie umiejętności przez początkujących, brak przygotowania kondycyjnego do jazdy, jazdę na nartach pod wpływem alkoholu i środków odurzających oraz ogólny brak wyobraźni. Koszty wypadków narciarskich są różnorakie i należą do nich cierpienia samego poszkodowanego, obciążenie szpitalnych oddziałów ratunkowych oraz oddziałów ortopedii i traumatologii w sezonie zimowym, absencja poszkodowanego w pracy, długi okres jego niesprawności i rekonwalescencji oraz koszty leczenia i rehabilitacji. 

Ryzyko wypadku można zminimalizować, jeśli się przestrzega Dekalogu FIS, dekalogu turysty górskiego PTTK oraz wskazówek ZG GOPR dla narciarzy i dla turystów górskich. Kiedy jednak narciarza zawodzi rozum albo szczęście, do akcji wkraczają ratownicy. Od kilku lat kwestie bezpieczeństwa narciarzy reguluje także Ustawa z dnia 18 sierpnia 2011 r. o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach i na zorganizowanych terenach narciarskich. Jej przepisy dotyczą nie tylko terenów górskich, ale i nizinnych, odnosząc się zarówno do stoków narciarskich, jak i do narciarskich tras biegowych. Ustawa nakłada na właścicieli zorganizowanych terenów narciarskich obowiązki oznakowania tras, ich zabezpieczenia oraz zapewnienia ratownictwa narciarskiego. Prowadzenie stacji narciarskich jest działalnością biznesową, nie można więc wymagać by służby ratownicze finansowane przez podatnika wspierały sektor prywatny. Na mocy ustawy, ratownictwo takie wykonują obok GOPR-u i TOPR-u także ratownicy narciarscy. Utworzenie nowego zawodu ratownika narciarskiego i nowego rodzaju ratownictwa było koniecznością, gdyż ratownicy górscy nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa w stacjach narciarskich w całym kraju. Ratownictwo górskie (poszukiwania zaginionych turystów, udzielanie pomocy poszkodowanym na szlakach, narciarzom w terenie, poszukiwanie zasypanych w lawinach, sprowadzanie turystów i wspinaczy ze ścian skalnych, itd.) jest obowiązkową działalnością służb górskich finansowaną przez MSW. TOPR i GOPR zabezpieczają wprawdzie komercyjnie niektóre ośrodki narciarskie (np. Kasprowy Wierch, Białkę Tatrzańską, Krynicę, Szczyrk, Pilsko), lecz ta dodatkowa działalność nie może odbywać się kosztem ustawowych obowiązków w zakresie służby górskiej.

2711ratownik
fot. Małgorzata Borkowska

Nie wszyscy właściciele stacji narciarskich przestrzegają prawa i zdarza się, że są w Polsce stoki narciarskie bez ratowników. Zetknąłem się z przypadkiem, gdy właściciel małej stacji narciarskiej złożonej z 2 wyciągów i hotelu z basenem uznał, że do zapewnienia bezpieczeństwa wystarcza mu jeden ratownik wodny (!). Zdarza się też, że właściciel podpisuje umowę z podmiotem ratownictwa medycznego, co czasami oznacza, że w razie wypadku kontuzjowany narciarz będzie leżał na śniegu i czekał bez udzielonej pomocy na przyjazd karetki. Niektórzy gestorzy uważają, ze wystarczającą asekurację zapewni np. pracownik wyciągu z certyfikatem KPP. Nie zawsze jednak bezpiecznej ewakuacji ze stoku może dokonać laik a poza tym funkcja ratownika nie może być traktowana jako dodatkowa przy wykonywaniu innej pracy. Ratownicy narciarscy powinni też asekurować trasy narciarstwa biegowego, lecz praktycznie wielu gestorów małych ośrodków biegowych tego warunku ustawowego nie spełnia uważając, że wypadek jest u nich niemożliwy a przecież tam też można ulec kontuzji. Brak ratownictwa narciarskiego zgodnego z ustawą może być dla poszkodowanego podstawą dochodzenia roszczeń odszkodowawczych tytułem niewłaściwie udzielonej pierwszej pomocy na zorganizowanym terenie narciarskim.

Polskie ratownictwo narciarskie stanowi formę analogiczną do działających w USA i Kanadzie formacji zwanych Ski Patrol. Narodowy Ski Patrol w Stanach Zjednoczonych został założony w 1938 r. przy okazji zabezpieczania mistrzostw USA w slalomie i zjeździe rozgrywanych w Mount Mansfield, natomiast kanadyjski Ski Patrol powstał w 1940 r. w odpowiedzi na sugestie Kanadyjskiego Stowarzyszenia Narciarzy Amatorów (CASA) by zapewnić pomoc ofiarom wypadków narciarskich. Nawiązując do tradycji, inicjatywę skupienia ratowników narciarskich podjęto w Polskim Towarzystwie Turystyczno-Krajoznawczym, w którego statucie w art. 7 wymienione jest bezpieczeństwo turystyki i ratownictwo. Dnia 10 stycznia 2020 r. utworzona została Podkomisja Ratownictwa Narciarskiego w strukturze Komisji Turystyki Narciarskiej Zarządu Głównego PTTK. Podkomisją kieruje jej przewodniczący Robert Borkowski wraz z wiceprzewodniczącym Jarosławem Zwierzyną. Podkomisja posługuje się logo „Ratownik Narciarski PTTK Ski Patrol”, ma siedzibę w Centralnym Ośrodku Turystyki Górskiej PTTK w Krakowie i realizuje zadania PTTK w dziedzinie ratownictwa narciarskiego i bezpieczeństwa uprawiania turystyki narciarskiej, integruje środowisko ratowników narciarskich, propaguje bezpieczne narciarstwo i udzielanie pierwszej pomocy. Podkomisję wspierają eksperci: profesor Waldemar Zubrzycki z Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie, specjalista ratownictwa taktycznego i śmigłowcowego, profesor Leon Rak z Uniwersytetu Jana Długosza, wybitny znawca narciarstwa oraz chirurg Krzysztof Zemanek, specjalista medycyny ratunkowej ze szpitala powiatowego w Oświęcimiu. W Oświęcimiu powstaje też Beskidzkie Koło Ratowników Narciarskich PTTK.

Robert Borkowski